Co mam zrobić, by zwrócić waszą uwagę?
"Mając
7 lat Vince Furnier bawił się w ogrodzie na przedmieściach Phoenix, Arizona,
kiedy natknął się na małego węża. Zabrał go do domu i patrzył jak rośnie dzień
po dniu. Łapał małe myszy, aby go nakarmić. Lubił patrzeć, jak ich ogonki znikają
w powyginanym gardle. Jego matka, żona półetatowego duchownego była z początku
zdegustowana, ale stopniowo doszła do wniosku, że to zwierzątko domowe. Vince
nazwał węża Alice, a było to imię małej dziewczynki z niedzielnej szkółki. Dopiero
po śmierci węża dowiedział się, że był to samiec. Vince był bardzo przejęty
jego śmiercią i smucił się wiele dni, a jego matka nie bardzo wiedziała jak
go pocieszyć. Nigdy nie zapomniał tego węża." (NN, Alice Cooper: Patron
Saint of Trash, Melody Maker,29.09.1973).
Oto jeszcze jedna historyjka o pochodzeniu imienia Alice Cooper. Było ich wiele i zapewne każdy z dziennikarzy znał inną wersję, włącznie z tą, że Alice Cooper to średniowieczna wiedźma angielska spalona na stosie, której Vince Furnier jest kolejnym wcieleniem. Vince przyjął to imię z pewnych bliżej nieokreślonych pobudek, ale tak nazywano również jego złoty zespół, który przetrwał z nim od centrum lat 60-tych do wiosny 1974 roku.
Dunaway: "Jeśli ktoś wszedł do pokoju i zaczął zwracać się do Alice per Alice, wtedy nie przyznawał się do nich. Ale jednocześnie był nie w porządku do zespołu ponieważ Alice Cooper to pięciu facetów. Jeśli przy piosenkach stało, że Alice Cooper je napisał, znaczyło to, że cała piątka napisała utwór i cała piątka dostała wynagrodzenie. Ocenialiśmy, że ludzie przyjmą to do wiadomości, ale nie przyjmowali. I w porządku, ale to co nie było w porządku to fakt, że zostało to usunięte z naszej historii." (http://www.classicrockrevisited.com/Interviews05/dennisdunaway.htm).
"Pomysł zmiany swego imienia na Alicja Cooper jest unikalny w muzyce rockowej, ale nie jest precedensem. Alice interesował się reinkarnacją i wiedział o artyście Marcelu Duchamp'ie, ojcu dadaizmu. W pewnym momencie swojej kariery Duchamp zainteresował się ideą odrzucenia seksualnych ról. Przyjął imię Rose Selevy (od Rose C'est la vie), którym podpisywał swoje słynne komercyjne prace. Wpływ Duchampa na Coopera jest zbyt widoczny, aby uznać go jedynie za przypadek." (Elaine Gross, Where are the Chickens?, Rolling Stone, 15.10.1970).
Czego nie napisano o grupie Alice Cooper w latach 70-tych... Wynaturzenie, wyuzdanie, perwersja, kultura obozów koncentracyjnych, królestwo farsy, komercyjna eksploatacja sadyzmu, pierwszy prawdziwy zespół po Mansonie, to tylko nieliczne przykłady. O liderze pisano: demon w welwetowych ciuchach, błazen, zaklinacz wężów, transseksualista, drwiące biseksualne straszydło, homoseksualista, Frankenstein, Mr Hyde, nowy dadaista, geniusz perwersji. Spektakle określano raczej pejoratywnie terminem teatr absurdu, zapominając jakby że od czasów Alberta Camusa absurd stał się kategorią filozoficzną. Dziennikarze prześcigali się w wymyślaniu obraźliwych dla grupy terminów uznając to nie tyle za modę, ile za konieczność ratowania własnej skóry. Skoro już bowiem trzeba było zrecenzować album czy występ Coopersów, należało trzymać z ogólnym zdaniem amerykańskiego społeczeństwa. A te nie zostawiało na grupie suchej nitki. Swoista walka wywołana przez grupę o to, kogo młodzież uzna za autorytet: ich, czy rodziców musiała skończyć się klęską tych drugich. Popularność zespołu wyrosła bowiem na przekorze młodzieży, której rodzice obrzydzali i zabraniali koncertów Coopera.
Cooper: "Ludzie są naprawdę zdziwieni, kiedy spotykają nas i dowiadują się, że jesteśmy hetero. To naprawdę bardzo proste. W każdym jest część mężczyzny i kobiety i trzeba zaakceptować obie części, jeśli twoja głowa jest w porządku. To naturalne prawo. Ludzie, dla których jesteśmy zagrożeniem, nie odnieśli się tak naprawdę do swojej seksualności, więc po tym jak nas zobaczyli dostali coś do przemyślenia." (Elaine Gross, Where are the Chickens?, Rolling Stone, 15.10.1970).
Alice wykreowany przez ludzi na degenerata podejmuje rękawicę i robi z siebie zły charakter. Daje społeczeństwu to, czego ono oczekuje. Alice staje się na scenie najgorszym charakterem na świecie. Morderca dzieci, zabójca żon, ohydny, obrzydliwy perwert i psychopata. Takiego trzeba złapać, osądzić i stracić na krześle elektrycznym. Alice włącza ten scenariusz do estradowego show, pozwala się uśmiercać na scenie w imieniu społecznej moralności i iść do piekła. Ludzie powinni być usatysfakcjonowani. Alice ma pieniądze. Co za głupi świat. Nonsens w każdym calu. Oto dlaczego Salvatore Dali malował Alice Coopera.
Cooper: "Nazwali mnie degeneratem nie zastanawiając się, że społeczeństwo jest degeneratem, a ja tylko jego odbiciem." (Alice Cooper, Me Alice).
"Są ogromnym produktem zjełczałej młodzieżowej subkultury, muzycznym horrorem dla widowni odstawionej na tor horrorów filmowych pokazywanych w kółko w amerykańskiej telewizji. To jest głupie, gdy magazyn Life złowieszczo komunikuje, że Alice 'staje się kozłem ofiarnym naszych win i hamulców'. Horror filmowy jest podniecającym doświadczeniem, a podniecenie jest tym wszystkim, czym jest Alice Cooper." (Michael Watts reports on Friday's sensational and controversial concert, Melody Maker 15.07.1972).
"Pewnie, że jego przedstawienie jest 'chore', ale jest to zarazem jeden z tych momentów, kiedy łapiesz się na śmiechu z tej choroby z powodu jej ludzkiej twarzy. To szaleństwo jest metodą i opłaca się." (Linda Solomon, Cooper's Billion Dollar Babies on the road, New Musical Express, 31.03.1973).
"Ale muzyka pop zmienia się tak szybko, że Alice Cooper już wydaje się tkwić w przeszości. Przynajmniej jego wartości szokowe. Wydaje się, że to już 10 lat temu od kiedy urywał główki lalkom, a faktycznie to tylko jeden rok. Swój problem zrobił sam, musiał podchodzić z lepszą sztuczką za każdym razem. I kto wie, czy śmierć nie będzie już tak interesująca następnego roku." (NN, Alice Cooper: Patron Saint of Trash, MM 29.09.1973).
Na przykładzie Coopera można połknąć całą obłudę tego świata. Oto nieznani decydenci podejmują decyzję o tym, kto jaki jest, jaki ma być, jak inni mają o nim pisać. Aby pogrążyć niewygodnego muzyka rozpowszechniają idiotyczne, obrzydliwe plotki mające zniechęcić widownię. Muzyk, który uzyskuje zbyt dużą popularność stanowi zagrożenie dla społecznego ładu, opartego na obłudzie, kłamstwie i wątpliwych autorytetach. Istnieje taki świat i jest bardzo blisko, każdy może się o niego otrzeć. Cooper dowodzi nie tyle swojej hipokryzji, ale naszej, ludzi którzy go oglądali i słuchali jego płyt.
Vincent Furnier jest synem pastora. Ten fakt był ulubionym przedmiotem dziennikarskich docinków. Dziennikarze szukali konfliktu między bogobojnym ojcem prawdziwej amerykańskiej rodziny a rozpustnym młodzieńcem, który miał czelność przeciwstawić mu zło tego świata. Był to zresztą jeden z pierwszych zasadniczych zarzutów, który działał obosiecznie: Alice był uznawany za zepsute dziecko młodzieżowej subkultury, a jego ojciec za człowieka, który w jakiś sposób doprowadził syna do tegoż zepsucia. Vincent bolał nad tym faktem, ale był bezradny wobec nieznanej machiny reprezentującej społeczeństwo.
Wszystko zaczęło się w Phoenix, Arizona. Kilku chłopaków postanowiło po prostu iść własną drogą szukając Mlecznej Drogi amerykańskiego snu o sukcesie. Najpierw zespół szkolny, potem lokalne konkursy. Wszystkie imprezy rozbudziły w chłopcach smak estradowej przygody i ewentualnych sukcesów. Postanowili spróbować swoich sił w Kaliforni, tam gdzie spełniają się sny o sławie. Niestety nie było łatwo. Kilka lat podchodzili do kalifornijskiej sceny rockowej i nic nie wychodziło. Nawet korzystanie z takich wzorców jak brytyjskie zespoły inwazji z tego okresu czyli The Yardbirds, The Beatles czy The Rolling Stones. Nie pomagały zmiany nazw, coraz bardziej wymyślne sztuczki na scenie, kostiumy i cokolwiek. Ten okres pełen niepowodzeń, poszukiwań i goryczy z pewnością miał bardzo duże znaczenie dla ich dalszych losów. Grupy nikt nie chciał zauważyć. I nawet kiedy zrobił to Frank Zappa i podpisał z nimi kontrakt odnosi się wrażenie, że nie miał do nich przekonania i zrobił to ze znanej powszechnie przekory. Zappa niezbyt interesował się dalszą karierą zespołu, ale zrobił dla grupy więcej niż można przpuszczać. Odpalił ich fonograficznie, co pozwoliło im osiągać lepsze kontrakty na występy w klubach. Początkowo koncerty nie były jednak przyjmowane entuzjastycznie. Wprost przeciwnie. Widownia atakowała grupę na różny sposób wyrażając swoją dezaprobatę.
"Ich przedstawienie skrzepło w mieszankę seksu i telewizyjnego horroru nakreślone przez obozową tetralność. Zabrali się za noszenie dziwacznych kostiumów. Zmienili więc kierunek i czekali na wielki sukces. Nadszedł w koziobródkowej postaci Franka Zappy, w tamte dni świętego patrona amerykańskich anomalii muzycznych. Znał ich już i rozmawiali o kontrakcie z nową wytwórnią Straight, założoną przez jego mernadżera Herba Cohena i niego samego. Podobnie jak Shep Gordon, potwierdził swoje zainteresowanie przychodząc na przyjęcie urodzinowe Lenny'ego Bruce'a w Hollywood, kiedy otwierali koncert The Doors i widownia opuściła salę."
W tym okresie, a mowa o końcu lat 60-tych, Kalifornia rozbrzmiewała tyloma zespołami rockowymi, że brakowało dla wszystkich słuchaczy. Zrozumiałe, że przy takiej konkurencji mogli ostać się tylko najlepsi. Grupa Alice Cooper niezbyt dobrze czuła się w samym środku rewolucji młodzieży. Nie akceptowali hippiesów od samego początku uznając ich hasła za nierealne. Szczególnym wstrętem darzyli polityczne podłoże ruchu, które w gruncie rzeczy polegało na otwartej wojnie ze wszystkimi instytucjami państwa, co musiało prostą drogą prowadzić do anarchii. Nie odnosząc zbytnich sukcesów grupa przeniosła się w rejon Detroit i rozpoczęła koncerty w środkowych i wschodnich Stanach. Oba albumy dla wytwórni Franka Zappy nie sprzedały się, a o grupie mówiono raczej w kontekście niecodziennych występów. Przełomem było poznanie ich przyszłego producenta nazwiskiem Bob Ezrin. I wtedy nadleciała pierwsza jaskółka sukcesu, singiel I'm Eighteen. Wylansowany w Kanadzie stał się powoli hymnem młodzieży o wydźwięku porównywalnym z My Generation, grupy The Who.
Neal Smith: "Wpływ Boba [Ezrina] i wiara w zespół Alice Cooper były dla nas największymi muzycznymi punktami zwrotnymi i nie potrafię wyrazić tego wystarczająco. Bob stał się szóstym członkiem zespołu; był jak rodzony brat. Był otwarty na wszystko, przygodowy i zwariowany jak Glen, Dennis, Alice, Michael i ja. Bob jest wielkim kowalem piosenek a składnikiem klucza razem z aranżacją piosenki jest sekcja rytmiczna tzn. bas i perkusja. Moja wolnośc wypowiedzi na perkusji zawsze była bezkompromisowa, jednak Bob wpływał na zamknięcie mojej perkusji i basu Dennisa tworząc silną i melodyjną sekcję rytmiczną, co ożywiało nasze piosenki." (wywiad zespołu dla Serge Nadeau, 16.03.2004, http://www.nealsmith.com/entrevue.html).
Rok 1971 jest rokiem przełomowym. Dwa świetne albumy, Love It To Death oraz Killer stawiają grupę w rzędzie najbardziej interesujących przedstawicieli rocka w Stanach. Jednocześnie przedstawienia sceniczne grupy nabierają bardzo teatralnego charakteru i coraz bardziej wymyślnego choreograficznego rozmachu. Mówiło się o tym, że teatralność Coopersów przewyższała ich muzykę. Różnokolorowe ubrania, tańce wojenne, humor, obryzgiwanie publiczności arbuzami, wypuszczanie kur lub gołębi. Reszta zespołu również brała czynny udział w przedstawieniu rozrywając poduszki i sypiąc pierze, lejąc publiczność wodą albo innymi płynami np. piwem. Niektórzy cieszyli się z czegoś nowego, niektórzy bali się chodzić na koncerty. Hałas jaki robiła grupa był dla nich wspaniała reklamą. Krytycy byli na początku raczej powściągliwi, bardziej skłaniali się do ocen skandalizujących. Pomijając choreograficzne zmiany, jakie zachodziły na przestrzeni lat 70-tych w kolejnym inscenizacjach, zespół prezentował w miarę zbliżony scenariusz. Oto na wskroś zepsuty moralnie Alice Cooper, który stara się przekazać na scenie, że jest zaledwie odbiciem zepsutego moralnie społeczeństwa, zostaje osądzony i stracony na gilotynie czy też krześle elektrycznym. Zanim jednak społeczeństwo wyda na niego i na siebie wyrok dowiaduje się w piosenkach jakie jest naprawdę. Młodzież do tego stopnia rozpoznawała obłudę swoich rodziców, że protesty widowni przeciwko straceniu Alice były na porządku dziennym. Grupa przetrwała do lata 1974 roku wydając po drodze swój najlepszy album Billion Dollar Babies. Zniszczyły ich używki ze szczególnym wskazaniem na alkohol. Ale alkohol nie był przyczyną rozpadu, gdyż alkohol z reguły nie jest przyczyną czegokolwiek, a raczej skutkiem. Alkohol zabijał wrażliwość, zmęczenie potwornie długimi trasami koncertowymi, wreszcie pozwalał znieść całe zawirowanie, jakie towarzyszyło grupie w każdym odwiedzanym mieście. Alice, podobnie jak jego koledzy, boleśnie przeżywali krytykę prasową i społeczną. Najgorzej było znosić kłamstwa, których było zdecydowanie więcej niż faktów prawdziwych. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o kłopotach, jakich w lokalnych społecznościach doznawały rodziny muzyków. Aż dziwne, że zespół nie został zjedzony przez narkotyki, których członkowie wystrzegali się jak mogli. Starali się zasłonić swoje wrażliwe oblicza maską kabaretowych popisów i wypijanych ciężarówek piwa Budweiser. Stres niestety sam nie odchodzi. Kumuluje się i wybucha w odpowiednim momencie najgłupszą z możliwych reakcji. I to właśnie stało się z grupą Alice Cooper. Mieli dosyć stresu.
O muzyce zespołu można pisać długo albo krótko. Ze względu na ścisłe powiązanie muzyki z tekstami i scenariuszami sceniczych przedstawień uknuto specjalny termin dla tego zepołu, mianowicie shock-rock lub horror-rock. Alice Cooper byli głównymi, a kto wie czy nie jedynymi przedstawicielami tego gatunku rocka w latach 70-tych. Świat muzyczny nie doceniał Alice świadomie trzymając stronę krytyków muzycznych, dziennikarzy, polityków i reszty społeczeństwa. Alice ze swoim zespołem byli na marginesie, ale mieli wielkie uznanie młodzieży. Mało kto pisał w złotym okresie 1971 - 74 o walorach kompozytorskich członków zespołu. Mało kto doceniał teksty i aranżacje Alice. Aż wreszcie pod koniec lat 70-tych Bob Dylan przyznał się do błędu w imieniu świata muzycznego, doceniając w publicznej wypowiedzi walory artystyczne twórczości Alice Coopera.
Cooper: "Główny wpływ na zespół miała telewizja. Nie zostaliśmy zrodzeni z bluesa. Muzyka, która nas fascynowała to np. takie tematy: Sunset Strip, Bourbon Street Beat, The Thin Man oraz cool-jazz. To grano, kiedy oglądaliśmy telewizję." (wywiad dla pisma Barb, 1970).
Dunaway: "Wielką sprawą w Alice Cooper Group było to, że istniały tarcia, ale dobre tarcia; pchały cię w kierunku celu. Tarcia były ważne, gdyż niosły nas. To wszystko było z dala od uprzejmości. Robiliśmy zamieszanie cały czas. Każdy chciał, aby wyszło najlepiej jak tylko mogło. Podstawowy cel był zawsze sprecyzowany i nikt nie traktował go osobiście. Byliśmy systemem demokratycznym. Mieliśmy taką zasadę, że musieliśmy spróbować pomysłu. Nie mogłeś odrzucić zasady, póki każdy się nią posługiwał. Wiele razy kiedy graliśmy coś, wychodziło to lepiej, niż wydawało się to osobie, która to wymyśliła, więc mogliśmy popchnąć to w innym kierunku. Głosowalibyśmy i nie mogło być rozpadu grupy, gdyż było nas pięciu. Jeśli mój pomysł odpadał, to było właśnie to. Nikt nie miał żalu." (http://www.classicrockrevisited.com/Interviews05/dennisdunaway.htm).
Początkowe teksty nie stanowiły monolitu. Najczęściej przewijał się w nich żal z powodu braku sukcesu dający się streścić za pomocą tytułu tejże notatki (piosenki Sing Low Sweet Cheerio, No Longer Umpire, Levity Ball, Apple Bush, Laughing At Me, Long Way To Go). W niektórych wersetach dają się zauważyć pierwsze bolesne reakcje na krytykę (Laughing At Me). Kilka tekstów o kobietach nie stanowiło raczej w dorobku zespołu zasadniczego przełomu i wyrażały one raczej pożądanie (Today Mueller, Be My Lover, Working Up A Sweat). Najważniejszym tematycznie zbiorem tekstów jawi się w twórczości Alice Coopera teczka z napisem 'hymny do młodzieży'. W tekstach tych Alice zwraca się bezpośrednio do młodego pokolenia próbując zapełnić lukę między młodzieżą a nie rozumiejącymi ich rodzicami. Pierwszy sygnał tego typu wystąpił w piosence Living, gdzie Alice zachęcał do samopoznania. W piosenkach 10 Minutes Before The Worm czy Changing Arranging sygnalizował wewnętrzne szamotanie będące wynikiem zderzenia z podłym światem. Reflected zachęcał do odkrycia się na świat i zrzucenia masek. Zaś Caught In A Dream wyrzucał z siebie marzenia nastolatka, które niekoniecznie muszą być spełnione, ale szukają dla siebie ujścia. Naprawdę realistyczne podejście do młodych ludzi zaiskrzyło w piosence I'm Eighteen, gdzie Alice jawnie zadeklarował swoje zrozumienie dla zagubionych młodych ludzi. W piosence Hallowed Be My Name deklaracje zrozumienia przyjęły formę deklaracji współpracy. Grupa proponowała odrzucić skostniały konserwatyzm rodziców i zbyt odległe przesłanie Biblii i w zamian proponowała siebie, swoją filozofię życia, swoją muzykę i swoją teatralność. Brakowało tu tylko formułki 'satysfakcja gwarantowana'. Alice gotów był przyjąć na siebie ciężar odnowy moralnej i stać się gotowym do poświęcenia dla ludzkości Chrystusem (Second Coming). Potem sugerował, że nie można żyć w tyglu rodziny, która nie rozumie młodego człowieka i nawoływał do wyzwolenia się, rozpoczęcia własnego życia (You Drive Me Nervous). Wolność jaką sugerował młodzieży stała się anarchią w utworze School's Out, przy czym Alice nie pozwalał zapomnieć, że to on chciał być nowym autorytetem (Elected). Z kolei w piosence Big Apple Dreamin' (Hippo) przedstawił cel po ucieczce od domowego piekła. Miało nim być duże miasto, gdzie łatwiej znaleźć pracę i urządzić się. Podobny ton moralizatorski prezentowany jest w Teenage Lament '74, gdzie Alice dołożył przykład ze swojego życia, kiedy opuścił dom i rozpoczął długą poniewierkę w poszukiwaniu sukcesu z amerykańskiego snu. Otuchy dodawał natomiast w piosence Department Of Youth sugerując jakby, że na jego koncercie młodzież tworzy coś w rodzaju monolitu zdolnego oprzeć się wszystkiemu.
Budując swój autorytet Alice Cooper piętnował wypaczenia narastające w społeczeństwie. Odbijał więc piłeczkę ataków kierowanych w stosunku do niego samego i grupy. Śpiewał więc o ukrytych pod szyldem sprzedawców butów dilerach narkotyków (Shoe Salesman), o śmierci czającej się w papierosowym dymie (Still No Air), o szaleństwie hibernacji będącym wynikiem bezradności medycyny (Refrigerator Heaven), o środkach niszczących środowisko naturalne (Beautiful Flyaway), o pochwale nowego dnia znalezionej w tradycyjnej pieśni australijskich Aborygenów stanowiącej kontrast w stosunku do wysoko rozwiniętego społeczeństwa amerykańskiego (Sun Arise), o gangach ulicznych stanowiących specyficzną rozrywkę dla zagubionej młodzieży (Gutter Cat Vs. The Jets, Street Fight), o wadach i ułomnościach systemu nauczania (Public Animal No. 9), o rozkładzie społeczeństwa z ogólnego punktu widzenia (Generation Landslide), o prostytucji jako sposobie na życie (Never Been Sold Before), o przestępczości i bezradności społeczeństwa wobec tego faktu (Crazy Little Child), o zaniku młodzieńczych ideałów i pogrążaniu się w konformizmie rodziców (Muscle of Love), o mechanicznej cybermiłości pozbawionej uczuć i wyzutej z człowieczeństwa (Woman Machine), o społeczeństwie pełnym szpiegów, którzy nie znają litości i czują się ponad prawem (Man With The Golden Gun).
Rozumiejąc rozterki młodego pokolenia Alice nie wahał się przed postawieniem znaku tożsamości między swoją widownią a sobą. Przekazywał, że jest takim samym rozdartym człowiekiem, którego dobija obłuda tego świata. W utworze Lay Down And Die, Goodbye stajesz się świadkiem głębokiej chandry Alice. List do matki staje się tu rozpaczliwym lamentem zagubionej duszy, która poważnie zastanawia się nad swoim idiotycznym, pozbawionym sensu bytem. W piosence Is It My Body występuje coś w rodzaju zaskoczenia i oszołomienia, a Alice zastanawia się dlaczego stał się przedmiotem fascynacji seksualnej fanów. Pytania kierował do nich bezpośrednio, co czyniło go bardziej wiarygodnym. W utworze Alma Mater miotała nim nostalgia szkolnych lat podwiązana do starych przyjaciół, którzy go dziś nie akceptują. Dzieląc się tą refleksją z fanami Alice ostrzegł raz jeszcze, że życie dorosłe może pozostawić nas samymi sobie tylko dlatego, że to co robimy nie podoba się innym. No More Mr. Nice Guy jest piosenką, w której Alice dobitnie zaprotestował przeciwko kłamstwu obłudnych dziennikarzy zadających ciosy jego rodzinie w zapamiętałej pogoni za zyskiem. Rozszerzył oskarżenia nawet dalej. W zamian za ataki na bogu ducha winnych rodziców, napadł na zamknięte papierowymi normami społeczeństwo wraz z kościołem, który nie tylko potrafi prowadzić duchową misję, ale umie być okrutny, a nawet brutalny. Hard Hearted Alice to kolejne wyznanie. Fani dowiedzieli się, jak całe zamieszanie wokół Alice Coopera zmienia go samego, jak on sam staje się ofiarą, jak pozbywa się uczuć, a jego oczy zachodzą mgłą jak u rekina ludojada. To cena jaką płacił za trasy koncertowe, wieczną krytykę i brak afirmacji. W efekcie rodziło się zimno, serce twarde jak skała, brak emocji i uczuć jako efekt niezrozumienia jego płaszczyzny artystycznej przez dorosłe społeczeństwo (I Never Cry). Alice lubił zwracać się do widowni bez ogródek, gdyż jego widownia była jedynym ciałem afirmującym jego poczynania artystyczne (Blue Turk, My Stars, Hello Hooray).
Zły, do cna czarny charakterologicznie Alice zaistniał po raz pierwszy w utworze Fields Of Regret. W tej piosence należy upatrywać źródeł inscenizacji proponowanych przez zespół w latach 70-tych. Niektóre aspekty planów Alice odkrywał również utwór Black Juju. Przełomem dla repertuaru grupy w tym względzie był jednak utwór Ballad Of Dwight Fry. Tu po raz pierwszy pojawiły się zaczyny perwersji, która znajduje swój finał w odosobnieniu kliniki psychiatrycznej. Podobny wątek można znaleźć w piosence Luney Tune, ale tym razem szpital był następstwem próby samobójczej. Po raz pierwszy bardziej zuchwałe ataki na społeczeństwo wybuchły na tematycznym, poświęconym zbrodni albumie Killer. Alice przedstawił tu szerokie spektrum skojarzeń związanych z zabójstwem począwszy już od okładki, na której znalazł się uniwersalny morderca wąż dusiciel. Oto pokrótce skojarzenia grupy związane z tym tematem: miłość uwięziona w technologicznym szaleństwie (Under My Wheels), agenci i ich nieskrępowane poczucie bezkarności w zabijaniu z aurelolą elegancji (Halo Of Flies), zabijający się używkami na oczach świata Jim Morrison (Desperado), ostrzeżenie dla społeczeństwa, które nie dba o własne dzieci pozostawiając je przypadkowemu losowi (Dead Babies), studium zabójstwa (Killer). Oczywiście wszystkie aspekty mordercze odgrywał na scenie Alice Cooper, co kończyło się dla niego symulacją tragicznego zejścia w wyniku osądu społecznego.
Cooper: "Nigdy nie posuwałem się nawet w przybliżeniu do krwawych sekwencji występujących na przykład w Królu Lirze czy Makbecie, sztukach należących do obowiązkowej lektury w szkolach amerykańskich." (Non Stop, 1976).
Na albumie Billion Dollar Babies zespół poszedł jeszcze dalej, w rejony dotąd nie odwiedzane przez artystów rocka, a jeśli nawet to z wyjątkowym owijaniem w bawełnę. Album wychodzi na przeciw zapotrzebowaniu społecznemu i opowiada o perwersyjnych zachowaniach, niekoniecznie seksualnych. Znajdziesz tu więc zabawną historyjkę o molestowaniu mężczyzn przez kobietę (Raped And Freezin'), o przedziwnej sytuacji, gdy mężczyzna przelewa czułość i miłość na prostytutkę (Billion Dollar Babies), o sadyzmie dentysty będącym jednakowoż wynikiem zwykłego lęku (Unfinished Sweet), wreszcie o fetyszyzmie (Sick Things), transwestycyzmie (Mary-Ann) oraz nekrofilii (I Love The Dead). Za wszystkie perwersje oczywiście Alice był uśmiercany na krześle elektrycznym pod koniec każdego przedstawienia. Ciągle motywem przewodnim jego groteskowego show była zbrodnia i kara. Sądźcie mnie wszyscy, ale płaćcie za widowisko.
Alice kontynuował temat na pierwszym solowym albumie Welcome To My Nightmare, gdzie wcielił się w psychotycznego bohatera Stevena. Losy rozchwianego emocjonalnie Stevena rozpoczynały się od przedstawienia jego bliżej nieokreślonego koszmaru w piosence tytułowej. Pierwszym działaniem Stevena było połknięcie czarnej wdowy, pająka który uchodzi za dosyć jadowitego (Devil's Food, Black Widow), aby w ten sposób symbolicznie stać się bezlitosnym mordercą zgodnie z wewnętrznymi kompulsjami. Nagrania te połączone były z pojawianiem się na scenie dużych pająków. Pewne problemy Stevena związane z identyfikacją płciową występują w utworze Some Folks. Trudności, jakie znosiła jego żona odkrywała świetna piosenka Only Women Bleed, żona, którą Steven wreszcie zabił i sygnalizował nekrofilię (Cold Ethyl). Utwór Years Ago odkrywał problemy Stevena w dzieciństwie, a jego szamotanie wewnętrzne prezentowała piosenka Steven. Koszmar jednak kończył się (The Awakening) i na dokładkę nie wiadomo, czy wszystko było kwestią snu, czy jawy. Dość, że Steven uciekł koszmarom (Escape), choć nie do końca.
Ponieważ grzeszków zebrało się już wiele, Alice zgodnie z oczekiwaniem społeczeństwa, postanowił przekazać, że nie tylko ginie na każdym przedstawieniu, ale także idzie do piekła, co uczynił na albumie Goes To Hell. Doprawdy trudno o artystę, który tak bardzo przejąłby się opinią społeczną. Alice wcielony w postać psychotycznego Stevena dostaje się do piekła po sądzie ostatecznym (Go To Hell), a tu diabeł każe mu tańczyć disco (You Gotta Dance), przedstawiając bliżej swoją misję w piosence I'm The Coolest. Początkowe próby dogadania się z diabłem nie przynoszą rezultatów (Didn't We Meet, Give The Kid A Break). Ciekawa jest natomiast piosenka Guilty, w kórej Alice wyjaśnia prawdziwe tło swojej niezykłej muzycznej i teatralnej przygody podkreślając przy diable, że nie czuje się winny temu, że spędzał czas swawolnie. Twardy diabeł nie interesuje się rachunkiem sumienia Alice i koszmar w piekle trwa (Wake Me Gently, Wish You Were Here). Alice nawet żałuje, że nas tam nie ma, a czy powinniśmy tam być, warto się zastanowić w zaciszu własnego sumienia. Manifest Alice znajduje się w piosence I'm Always Chasing Rainbows, która stanowi trafne podsumowanie wieloletnich bojów z krzywym zwierciadłem opinii publicznej. Alice wraca do domu, gdyż diabeł mu odpuszcza (Going Home). Koszary Alice z lat 70-tych skończyły się, ale wrócą w następnych latach i kolejnych płytach. Sam Alice kończy na odwyku alkoholowym juz w zupełnie realnym świecie.
Albumy i nagrania Coopera układają się w pewne moralizatorskie powiastki, w których pojawia się na scenie degenerat wyklęty przez opinię publiczną. Alice jest głównym aktorem, głównym oskarżonym, głównym skazanym, a jednocześnie główną ofiarą. Ten paradoks powodował, że oponentom brakowało argumentów, gdyż Alice zachowywał się zgodnie z oczekiwaniami opinii publicznej. Ta zaś regularnie otrzymywała knebel w usta i piórko w dupę.
Należy pamiętać, że artysta czerpie pomysły ze środowiska w którym wyrósł, czy będzie to podwórko, miasteczko, kraj czy kontynent. Podpatruje ludzi i ich zachowania. Przenosi to na scenę i woaluje artystycznym środkiem wyrazu. Do tego dochodzą własne doświadczenia i własne przemyślenia. Zapominamy, że artyści nie tworzą tylko o sobie samych, ale przede wszystkim o nas, ich odbiorcach. Obnażają nas czasem do cna, ale czy zawsze to do nas dociera? Alice jest ofiarą własnego wizerunku. Przeciwstawiał się obłudnej moralności społecznej i to kosztowało dużo. Sam się wykastrował moralnie, zabrnął w zaułek pokazując społeczeństwu jak bardzo jest ono zdolne do przemocy. Wielokrotnie podkreślał, że jego przedstawienia miały swoje źródło w życiu, w telewizyjnych filmach i obserwacji ludzi. Od siebie dodał pewien pierwiastek surrealizmu. Alice zaproponował szczególnego rodzaju zabawę, zabawę na pograniczu złego smaku. Poruszał jednak problemy, których rodzice przypuszczalnie nigdy nie poruszyliby rozmawiając ze swoimi dziećmi. Oto być może jedna z przyczyn tak wielkiej popularności jego teatru absurdu. Chciał być autentyczny i był. Nie jesteśmy w stanie udowodnić jego hipokryzji. Śpiewał o nas, wybierał tematy być może skrajne, ale chroniła go wolność i swoboda ekspresji. Łączył najgorsze horrory tego świata z moralnością i wykładał tą mieszankę na stół. Niestety pożary jego domów świadczą o tym, że odbierano go jako człowieka niepotrzebnego i chorego. Tymczasem niepotrzebni i chorzy są podpalacze.
Kariera Alice trwa do dzisiaj. Jest mężem i ojcem. Ciągle ta sama żona, Sheryl. Interesuje się baseballem i piłką nożną. Założył Solid Rock Foundation, która jawi się jako organizacja chrześcijańska mająca na celu pomoc zagubionej w świecie dorosłych młodzieży. Gra w golfa. W 1998 roku na przedmieściach Phoenix powstało miasteczko Alice Coopera, gdzie m.in. znajduje się multimedialna restauracja.

Recommended websites:
http://www.sickthingsuk.co.uk/
http://www.crazyalice.com/
http://www.biniek.pl/
http://www.epinions.com/content_69181214340
http://www.epinions.com/content_127668358788
http://www.alicecooper.com/
http://cooper.hobby.ru/main.html
http://www.goatley.com/alicecooperarchive/
http://www.alicecooper.co.uk/
http://home2.swipnet.se/~w-25546/page1.html
http://www.members.optusnet.com.au/%7Edcwirth/index.html
http://evenspot.com/
Thanks a bunch.