Zamias' intro
Atak na metal
Był to projekt Richarda Shirmana, całkiem dobrego wokalisty, który nie miał szczęścia w dobieraniu sobie muzyków. Z pewnością duże znaczenie miał fakt, że muzyce którą uprawiali, nie dane było odnieść sukcesu komercyjnego. No cóż, każdy chce z czegoś żyć, a tu się nie bardzo układało. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że brzmienie zespołu wykraczało za bardzo poza utarte schematy napędzane przez menadżerów. Są więc buntownicy, którzy poszukiwali nowych brzmień, i jest schematyczna wytwórnia Decca, której zależało na zysku. Jak pokazuje historia muzyki rozrywkowej, brak zysku powoduje rozwiązanie kontraktu nawet z wyjątkowo ambitnymi muzykami.
The Attack sympatyzowali z ruchem mods. Byli to twardzi młodzieńcy, najczęściej z dobrych domów, ubrani w skórzane kurtki, nienaganne spodnie, mieli zadbane włosy, aż świecące od brylantyny. Zarówno zespoły hippie, jak mods, łączyły chyba tylko dwie rzeczy: bunt wobec zastanej rzeczywistości społecznej oraz The Beatles. The Attack nie był zespołem powszechnie znanym, gdyż tłumiono jego zapędy równo i skutecznie. Wydali 4 single i nie doczekali się albumu. Z muzyków, którzy przewinęli się przez zespół, jedynie John Cann odniósł sukces komercyjny wspólnie z zespołem Atomic Rooster.
Brzmienie The Attack nazywano 'freakbeat', czyli bardziej ambitną odmianę big-beatu albo rytm & bluesa. Określano także zespół jako psychodeliczny, gdyż nie stronił od eksperymentów z dźwiękiem. Grali rzeczy, które potem określano terminem 'metal', a wcześniej 'heavy-rock' lub zamiennie 'hard-rock'. Nie powinno być błędu, jeśli powstanie na krótką chwilę termin 'proto-metal'. Zespołu warto posłuchać.