Dwa przeciwne bieguny i mediator
Cream grali razem nieco ponad 2 lata. Przez ten czas dokonali jednak istotnych przewartościowań w muzyce rozrywkowej, o których warto napisać chociaż parę słów.
Byli muzykami z doświadczeniem i umiejętnościami ponad przeciętną, żadnych słabych punktów. Mieli wspaniałe, dojrzałe inspiracje. Wyrośli w klimacie brytyjskiego bluesa i jazzu czerpiąc prosto ze źródeł. Baker i Bruce mieli za sobą Graham Bond Organization, Clapton grał w The Yardbirds i Bluesbreakers. Zanim ruszyła maszyna Cream, wszyscy byli sławni i doceniani. Pierwsza rockowa supergrupa.
Zmienili podejście do modelu grupy rockowej, świadomie rezygnując z gitary rytmicznej i osobnego wokalisty, gdyż ich umiejętności pozwalały na przejmowanie różnych ról w czasie nagrań i występów. Okazało się, że nie potrzeba rozszerzać zespołu, jeśli chciało się uzyskać zaskakujące i różnorodne brzmienie, wystarczyła trójka. Lider Jack Bruce był kompozytorem, autorem większości materiału grupy, śpiewał i grał na gitarze basowej, ale także na harmonijce ustnej i instrumentach klawiszowych. Eric Clapton grał na gitarze rytmicznie i solowo, również śpiewał i komponował. Ginger Baker obsługiwał instrumenty perkusyjne, również komponował i śpiewał swoje utwory. Wszyscy byli wielkimi indywidualnościami w świecie muzycznym, uznawanymi za najlepszych, najbardziej wartościowych muzyków w swoich specjalnościach.
Zespół umknął schematom wypracowanym w muzyce pop. Dosyć duże pole oddawali improwizacjom, co nie było takie nowe, ale nie na gruncie rodzącej się muzyki rockowej. Wygładzone nagrania studyjne zamieniały się w wydłużone do kilkunastu minut wersje koncertowe, w których muzycy przekraczali granice między rockiem a jazzem. Eksponowali partie solowe, wielokrotnie doprowadzając do sytuacji, w której improwizowali wszyscy trzej jednocześnie. W wolności grania wyrażała się ich progresywność, co skutkowało wielkim wpływem na muzykę rockową kolejnych pokoleń.
Byli głośni. Pod tym względem również nastąpiła rewolucja. Głośne brzmienie zdradzało silne wpływy rockowych źródeł, bluesa i jazzu. Cream byli również w czołowce brytyjskiej psychodelii eskperymentując z dźwiękiem i strukturami muzycznymi. Grali ostro, twardo. Tryskali energią na koncertach wpadając w długie ekstatyczne stany. Ten żywioł doprowadzał niektórych z nich do utraty przytomności, szczególnie Baker często słabł ze zmęczenia (i nie tylko ze zmęczenia). Kto by pomyślał o tak ciężkim rocku na listach przebojów w środku lat 60-tych. A jednak. Pozwolili sobie wyprzedzić rozwój muzyki rozrywkowej o co najmniej kilka lat.
Ogromna popularność i uznanie towarzyszyły im przez cały okres działalności. Starali się demokratycznie podejmować decyzje o repertuarze, każdy wkładał do wspólnego worka swoje pomysły w postaci kompozycji czy solówek. Nie było problemów z pomysłami. Byli w stanie zagrać wszystko. Ale wewnątrz grupy czaił się skryty i podstępny wróg. Po początkowej integracji i zawiązaniu się przyjaźni, osiągnęli sukces, którego kulminacją był drugi album Disraeli Gears. Potem rzeczy zaczęły iść coraz gorzej. Odżyły stare waśnie między Gingerem a Jackiem. Demokracja zaczęła zamieniać się w jazgot pretensji, wzajemnych oskarżeń, pomówień. Z pewnością wynikało to z przeciwnnie naładowanych biegunów Gingera i Jacka, które znosiły się wzajemnie doprowadzając do sytuacji, w której muzycy nie znosili się wzajemnie. Błędne koło. Tak właśnie stało się z grupą The Cream. Utarczki słowne w sekcji rytmicznej najbardziej destrukcyjnie działały na trzeciego członka grupy, Erica Claptona, dla którego sytuacja była męcząca i wręcz stresująca. Był między młotem a kowadłem. Coraz częściej muzycy nie odzywali się do siebie. W hotelach spali na różnych piętrach. W studio stali w oddzielnych kątach, z dala od siebie. Pochodną tej neurotycznej sytuacji było opracowanie systemu porozumiewania się podczas koncertów, który nie wymagał żadnych słów. Clapton powiedział kiedyś, że w zespole były dwa psy, które jakoś grały w trójkącie. Jest zrozumiałe, że taki stan nie mógł trwać długo. Muzycy załatwili sprawę po gentelmeńsku. Zdecydowali, że nie rozejdą się jak wrogowie i zapowiedzieli pożegnalne tournee amerykańskie oraz pożegnalne koncerty w Royal Albert Hall w Londynie. Kiedy opadła kurtyna w londyńskiej sali, zespół przestał istnieć.
Muzyka The Cream pozostała.
Najciekawszy rozdział w ich dorobku stanowią okazałe standardy bluesowe: Spoonful
(Willie Dixon), Four Until Late (Robert Johnson), Crossroads (Robert Johnson),
Rollin' and Tumblin' (Muddy Waters), I'm So Glad (Skip James), Outside Woman
Blues (Arthur"Blind Willie" Reynolds), Sitting On Top of the World
(Howlin' Wolf), Born Under a Bad Sign (Booker T. Jones / William Bell) oraz
bluesy własnego chowu (Sleepy Time Time, Strange Brew, Blue Condition, Take
It Back). Niemniej ciekawe kompozycje to rytm and blues, który później nazywano
rockiem (I Feel Free, NSU, Sweet Wine, Cat's Squirrel, Sunshine of Your Love,
Tales of Brave Ulysses, SWLABR, White Room, Politician, Deserted Cities of the
Heart, Traintime). Wiele nagrań z tej grupy było przebojami. Ostatnia grupa
nagrań wiąże się z eksperymentami dźwiękowymi, brzmieniowymi i aranżacyjnymi
, więć można ją zaliczyć do nurtu psychodelicznego (Dreaming, Toad, The Wrapping
Paper, World Of Pain, Dance the Night Away, Mother's Lament, Passing the Time,
We're Going Wrong, As You Said, Pressed Rat and Warthog, Those Were the Days,
Badge, Doing That Scrapyard Thing, What a Bringdown, Anyone for Tennis).
Osobną kwestią w twórczości The Cream pozostają teksty. Wszyscy trzej kompozytorzy
wspomagali się na tym gruncie osobami z zewnątrz, uważając liryki za swoją piętę
achillesową. Jack Bruce w tym zakresie współpracował z poetą Pete'm Brown'em
(I Feel Free, Wrapping Paper, Sunshine of Your Love, Dance the Night Away, SWLABR,
Take It Back, White Room, As You Said, Politician, Deserted Cities of the Heart,
Doing That Scrapyard Thing). Ta współpraca owocowała najbardziej. Teksty Browna
dokładały wiele wyobraźni do najciekawszych kompozycji grupy. Bruce pisał także
własne teksty albo we współpracy z żoną Janet Godfrey (NSU, Sleepy Time Time,
Sweet Wine, Dreaming, We're Going Wrong). Clapton współpracował z poetą australijskim
Martinem Sharpem (Tales of Brave Ulysses, Anyone for Tennis), a Ginger Baker
z Mike'iem Taylorem (Passing the Time, Pressed Rat and Warthog, Those Were the
Days. Parę niezłych tekstów przemyciło małżeństwo Pappalardi (Felix był producentem
The Cream) np. World Of Pain, Strange Brew.
Po rozwiązaniu The Cream wszyscy trzej muzycy znaleźli sobie bez trudu miejsce w wagonie pierwszej klasy pociągu rockowego. Stworzyli wiele zespołów, nagrali mnóstwo ciekawych płyt. Największą okazała się kariera Erica Claptona, uchodzącego dziś za najjaśniejszą białą gwiazdę bluesa.
Na reaktywację The Cream trzeba było poczekać ponad 35 lat.
Clapton: "Bardzo lubiliśmy się nawzajem na swój sposób. Była to jednak trudna sprawa. Jeśli teraz wrzucisz nas trzech gdziekolwiek, mogłyby zdarzyć się te same rzeczy. Dlatego paradoksalnie żyliśmy w dystansie jeden od drugiego. Pamiętam wspólna grę z Jackiem i Gingerem u mnie w domu w połowie lat 70-tych. Spotkaliśmy się w londyńskim biurze, przypadkowo i pojechaliśmy do mojego domu płynąc, naprawdę płynąc na chmurze numer 9. To był letni dzień, jechało sporo ludzi, jak zwykle czasem do letnich domków, a my siedzieliśmy na tarasie, na krzesłach z twarzami skierowanymi w tę sama stronę, cała trójka, jakby spodziewając się gości. Ludzie przybywali i spacerowali przy domu, krążyli, zatrzymywali się, jakby podchodzili do sądu. (...) Nie zmieniliśmy się zasadniczo. Jack ciągle jest taki sam, Ginger jest taki sam i ja jestem taki sam. Obaj walczyli jak psy, ale trójkąt sprawiał, że wszystko zaskakiwało."
Recommended websites:
http://www.angelfire.com/ca/oldtimers/
http://twtd.bluemountains.net.au/cream/contents.htm
http://www.jackbruce.com/cream/
Thanks a bunch.