Zamias' intro
Wolna dusza
"Nie potrafię zrozumieć dlaczego połowa świata ciągle płacze, podczas gdy druga połowa świata ciągle płacze tak samo, stary. Nie mogę tego ze sobą połączyć. Jeśli coś masz dzisiaj, nie masz tego jutro. Ponieważ jutro nigdy nie nadchodzi, człowieku. To ten sam pie***lony dzień, człowieku..." (z koncertu w Calgary 4.07.1970).
Napisano
wiele książek na temat jej życia. Przeanalizowano je całe, od dzieciństwa do
tragicznej śmierci, która nadeszła w wieku 27 lat. Zdawała sobie sprawę, że
umrze. Momentem przełomowym, który mocno uzmysłowił jej nieuchronność śmierci
było odejście Jimi'ego Hendrixa. Janis szybko sporządziła testament. Trzeciego
dnia od jego podpisania odeszła na zawsze. Zaledwie dwa tygodnie po śmierci
Jimi'ego.
Lata szkolne Janis przebiegały w podobny sposób, jak u wielu nastolatków. Trudno znaleźć w jej biografii coś, co wyróżniałoby ją negatywnie na tle równieśników. Natomiast zdecydowanie wyróżniała się pozytywnie. Od pierwszych klas szkoły podstawowej przewyższała dzieci inteligencją. Bystrość i wiedza spowodowały, że nauczyciele postanowili przyspieszyć jej edukację i promować o rok wyżej niż normalnie.
W szkole średniej Janis wyrosła z aniołka z blond włosami i zaczęła stawać się tzw. trudnym dzieckiem. Terminem tym społeczeństwo określa dziecko, które nie chce przystosować się do jego norm. W przypadku Janis, a zapewne również w wielu innych przypadkach, to dziwne określenie brzmi śmiesznie. Młoda Janis już wtedy ostro występowała przeciwko segregacji rasowej w środowisku. Jej równieśnicy szybko odsunęli ją na margines nazywając 'murzyńską kochanicą' i ignorując ją towarzysko. Uznano, że jej osobowość jest ekscentryczna przezywając ją również oddball. Jej postawa dążyła do uzmysłowienia kolegom ich rasistowskiego konserwatyzmu, który uzupełniła krytyką braku tolerancji religijnej przez otoczenie.
Tak zrodziło się w jej życiu źródło kompleksów i szram na duszy. Tym źródłem stała się szkoła i wychowywana w niej młodzież. Rodzice zabraniali wręcz swoim pociechom kontaktów z Janis. W efekcie izolacji społecznej w środowisku Janis przeżywała pierwsze depresje, a jej twarz pokryła się pryszczami. Musiała szukać afirmacji i to robiła. Najważniejszą rzeczą była dla niej sztuka, przede wszystkim malarstwo. Na tym gruncie miała przyjaciół, którzy w niebanalny sposób podchodzili do sztuki, cały czas szukając nowych koncepcji i progresywności. Drugi sposób na przeżycie to wyzwolony styl bycia. Ubierając się nietypowo dawała raczej dowód na niebanalną wyobraźnię. Lecz powszechnie uważano, że w ten sposób chce zwrócić na siebie uwagę, gdyż jest brzydka, pryszczata, niechlujna. Pierwsze szramy Janis leczyła piwem, potem whisky. Złapała nadwagę, gdyż jadła za dużo słodyczy jakby zastępując nimi kompleksy. Prawdopodobnie w tym okresie leczyła się z powodu alkoholizmu. Niektórzy nauczyciele uważali i uważają, że Janis była istotą niezwykłą, lecz presja rodziców była nie do pokonania. Społeczeństwo odrzuciło wrażliwą i uzdolnioną osobę.
Joplin: "Obśmiewali mnie w klasie, mieście i stanie." (wywiad dla Dick Cavett Show, 25.06.1970).
Kończąc szkołę Janis wyróżniała się nie tylko poglądami pozbawionymi konformizmu, ale również ekscentrycznymi ciuchami które nosiła, niestety niewybrednym słownictwem oraz libertynizmem. Już wtedy nie wylewała alkoholu za kołnierz, co powodowało, że inne jej poglądy gubiły się w opinii otoczenia, które tylko czekało aby jej dokopać. Rówieśnicy traktowali ją źle, a nawet bardzo źle. Obelgi, rzucanie przedmiotami. Dziwka, to określenie jakie pada w jej biografiach, a którego używało otoczenie w jej rodzinnym mieście. Skazana na bunt Janis szukała akceptacji w pozaszkolnych grupach nieformalnych, gdyż w szkole uzyskać jej nie mogła. Przyjaźniła się z chłopakami, którzy zdecydowanie odstawali od przyjętych norm. Jak odstawali? Słuchali jazzu, czytali książki spoza dopuszczalnych lektur i wspinali się na Most Tęczowy w Port Arthur. Urządzali balangi na plaży i pili mnóstwo piwa. Janis zaczęła przeklinać, czasem robiąc to automatycznie. Grupa chłopców chroniła jednak Janis przed jazgotem szkolnej młodzieży. Mogła więc spokojnie uczyć się i malować.
Na zaczepki reagowała śmiechem i nonszalancją. W głębi duszy cierpiała. Nie była tak wyzwolona seksualnie, jak powszechnie się uważa. Do osiągnięcia pełnoletniości nie miała kontaktów seksualnych. Nikt z jej znajomych z tego okresu nie jest w stanie potwierdzić jej rozwiązłości, a jednak za taką uchodziła. Kolejna szykana tzw. dobrze wychowanego społeczeństwa uwielbiającego plotki. Ubierała się dziwnie, przytyła, nie dbała o siebie przesadnie. Budziło to oczywiście odrazę uczennic i nauczycieli. W ostatniej klasie Janis zaczęła wagarować. Zaczęła też podśpiewywać sobie. Słuchała dużo muzyki. Jej wczesne inspiracje to muzyka czarnych ludzi: Leadbelly, Odetta, Bessie Smith. Jej występ na akademii szkolnej wywołał podziw nauczycieli. Bardzo lubiła wtedy Odettę i Jean Ritchie. Pod koniec szkoły średniej była już człowiekiem zbuntowanym. Poglądy jej grupy wyprzedzały o całe lata konformistyczne społeczeństwo małej mieściny. Podobno na odbiorze świadectw była pijana, ale nikt tego nie potwierdza. I znowu podobno, podobno... Jej rodzice dostarczali jej słów krytyki, ale relacje rodzinne Janis były dobre, szczególnie z ojcem.
Joplin: "W Port Arthur słuchałam płyt Leadbelly'ego i cóż jeśli syndrom bluesa jest prawdziwy, chyba w moim przypadku tak się stało. Zaczęłam słuchać bluesa i folku. Kupiłam płyty Bessie Smith i Odetty i pewnego wieczoru na prywatce zaczęłam udawać Odettę. Nigdy przedtem nie śpiewałam i wyskoczyłam z potężnym głosem." (Hit Parader, 1.09.1970).
Rozpoczęcie studiów i zmiana środowiska zdecydowanie wpłynęły pozytywnie na młodą Janis. Pozostali starzy kumple, którzy oczywiście poszli na ten sam koledż. Janis przykładała się do studiów. Przez pierwszy rok zarzuciła wszystko oprócz nauki. Uczęszczała na dodatkowe kursy i opanowywała maszyny biurowe. W pewnym momencie rozchorowała się i trafiła do szpitala mając kłopoty z nerkami. Po tym zdarzeniu była w kontakcie z psychiatrą. Był to pierwszy epizod depresyjny.
Razem z przyjaciółmi uciekali często za granice stanu do Luizjany, gdzie bawili się w starych domkach rybackich na tzw. Holly Beach. Była tam również inna atrakcja, wyspa przyjemności (Pleasure Island), cel ucieczek młodzieży szukającej swobody. Janis odwiedzała również kluby w Luizjanie, gdzie zetknęła się z ciekawą mieszanką gospel, soulu i bluesa.
Studia w Lamar zamieniła na University of Texas w Austin. Jednak malarstwo przestało ją bawić. Pomimo dużego talentu stwierdziła, że w tym względzie nie będzie najlepsza. Śpiewanie w knajpach kręciło ją bardziej. Tym bardziej, że znajdowała licznych słuchaczy. Lubiła atmosferę knajp i niestety lubiła alkohol. Marka southern comfort brzmiała jak nomen omen. Alkohol coś jej przynosił. Chyba nie trudno to wytłumaczyć.
Podczas studiów był również czas na wypady do różnych miejsc. Odwiedzała Houston i folkowy klub Purple Onion. Kilka razy tam zaśpiewała. Młodzież lubiła jej głos. Był silny, nieco ochrypły, zdarty i nieco czarny. Już wtedy lubiła pociągać whisky podczas występów. Śpiewała bluesy i folk.
Styl życia Janis w polewie nonkonformizmu wypływał z odrzucenia norm społecznych, które zwykle są zakłamane, pozbawione pierwiastka autentyczności. Ludzie udają innych niż są w rzeczywistości. Janis zauważyła to i zbuntowała się. Mało kobiet stać na taki bunt. Janis zapłaciła jednak dużą cenę. Izolacja, alienacja, poniżenia, samotność, alkoholizm. Ale była wolna i realizowała swoje marzenia o śpiewaniu. Wolność, spontaniczność i autentyczność. Takie były normy Janis.
Joplin: "Byłam wrażliwym dzieckiem. Miałem sporo ran i problemów. Wiesz, jest ciężko gdy jesteś inny niż wszyscy. Jesteś pełen różnych rzeczy i nie wiesz do czego one są." (Hir Parader, 1.09.1970).
Pierwszy pobyt w San Francisco (1963.01 - 1965.06) nie posłużył jej zdrowotnie. Jednak znalazła tam afirmację dla swojej osobowości. A to bardzo dużo. Zetknęła się ze swobodnym stylem życia pozbawionym konformizmu i katalogu norm zawierających zakazy i nakazy. Taki był styl życia bitników, z których już niedługo zrodzi się ruch pacyfistyczny hippisów. Jest zainteresowana sceną muzyki folk i próbuje śpiewać w knajpkach. Ludzie lubią jej słuchać. Ale są także ciemne strony tego życia. Małe dochody, kiepskie warunki mieszkaniowe, alkohol i narkotyki. Janis nie wzbrania się przed tym wszystkim, lecz stara się kontrolować sytuację. Używa życia. Jak to gdzieś napisano doszła do etapu, w którym miłość fizyczna nie jest funkcją płci. Zaczyna pić dużo whisky. Prawdopodobnie bierze speed (metaamfetamina) i pali marihuanę. Bieda zmusiła ją do handlu narkotykami. Po dwóch i pół roku miała dosyć. Sama uważała, że jest chora. Miała dosyć wyostrzonej świadomości charakterystycznej dla nałogowych amatorów speedu. Była nadwrażliwa i podirytowana. Wróciła do Port Arthur z zamiarem zerwania z dotychczasowym życiem i przyjęcia tych norm społecznych, których jeszcze nie tak dawno nie tolerowała. Zaczęła ubierać się skromnie, upinać włosy, nie prowokować mężczyzn. Nie chodziła ma imprezy. Odrzuciła narkotyki. Jak sama mawiała, stała się 'czysta'. W tym okresie pojawił się w jej życiu mężczyzna, z którym wiązała nadzieje na przyszłość. Jej matka szykowała już suknię ślubną. Niestety facet wyjechał i nie wrócił. Tymczasem chwyciła ją znowu potrzeba śpiewania.
Przełomową datą dla Janis jest maj 1966 i decyzja o ponownym wyjeździe do San Francisco. Otrzymuje propozycję śpiewania w grupie Big Brother & The Holding Company. Zaczyna się jej profesjonalna kariera wokalistki rockowej. Psychodeliczny świat San Francisco tym razem mocno wziął ją w obroty. Ruszyła w ten taniec.
Joplin: "Przyjaciel Cheta Helmsa powiedział mi, że Big Brother szukają wokalistki, więc pomyślałam że mogłabym spróbować. Nie wiem jak to się stało. Po prostu eksplodowałam. Nigdy wcześniej tak nie śpiewałam. Interesowały mnie rzeczy typu Bessie Smith, wiesz. Długie, otwarte nuty. Stałam nieruchomo i śpiewałam w prosty sposób. Ale nie możesz tak śpiewać stojąc przed zespołem rockowym, idzie cały ten rytm i głośność. Musisz śpiewać głośno i poruszać się dziko przy tym wszystkim co jest za tobą. Tak było na początku, lecz potem zeszłam do Otisa Reddinga i weszłam w niego bardziej niż kiedykolwiek. Obecnie próbuję schładzać się i nie krzyczeć i znikam czując się jak zero." (Hit Parader, 1.09.1970).
Stopniowo wchodziła w świat hippisów. Zmieniała ubiory na kolorowe, pełne ozdób, koralików, pierścionków, koronek i bransoletek. Z oporami wewnętrznymi znowu sięgnęła po speed i potem LSD. Wspomnienia z jej otoczenia z tego okresu pozwalają na nakreślenie jej zachowania. Początkowo była spięta, histeryczna i zawzięta. Groziła muzykom BB&THC, że wraca do Teksasu. Liczne romanse, w tym z żonatym Jimem Gurley'em, dały jej reputację kobiety swobodnej, wyzwolonej seksualnie, wręcz rozwiązłej. Lubiła męskie towarzystwo, z którym chętnie piła alkohol. Jakby chciała odreagować to, o co posądzano ją w Port Arthur. Była bezpośrednia i serdeczna, lecz miewała swoje humory. Przyjaźniła się z każdym, nawet z Aniołami Piekieł. Żyła chwilą, nie odmawiając sobie niczego. Atakowała facetów i była od nich śmielsza. Bardzo poważnie traktowała każdy koncert, a szczególnie nagrania w studio. Potrafiła być wielkoduszna i wrażliwa na ludzką krzywdę. Chętnie pomagała innym. Skrywała jednak kompleksy i depresje.
Coraz bardziej lubiła śpiewać. Była uwielbiana, wzbudzała zainteresowanie widowni i wreszcie oprócz niej samej nikt nie wmawiał jej, że jest brzydka. Rok 1966 spędzili na koncertach w klubach, bez większych niespodzianek. Podpisali kontrakt płytowy z małą wytwórnią Mainstream. Tymczasem Janis poznała niezwykłą postać w swoim życiu. Była nią właścicielka sklepu z ciuchami Peggy Caserta. Obie kobiety związała przyjaźń i miłość, prawdopodobnie również fizyczna.
Rok 1967 był przełomowym rokiem w San Francisco. Skrystalizował się protest młodzieży przeciwko wojnie, rasizmowi, wreszcie wszystkiem aspektom zepsutego życia. Rozpoczęło się lato. W 1967 roku nazywano je latem miłości. Big Brother i Janis wystąpili na festiwalu w Monterey i odnieśli wielki sukces. Zdominowali innych wykonawców i odpalili swoją karierę. Głos Janis stał się głosem pokolenia. Ale dla Janis był to również przełom innego kalibru. Zaczęła brać heroinę. W tym okresie pomagała jej przyjaciółka Linda Gravenites, z którą dzieliła pokój. Kostiumy, które Janis nosiła, były projektu Lindy.
W 1968 roku wszystko się zmienia i nabiera rozmachu. Janis i grupa Big Brother są na kontrakcie z wytwórnią Columbia. Mają najlepszego menadżera w kraju i profesjonalną obsługę. W lutym pierwszy wstęp w Nowym Jorku, który odpalił ich w całym kraju. Znakomite recenzje. Same superlatywy. Poza jednym. Tajfun dziennikarski wirował tylko wokół Janis. Grupa właściwie nie liczyła się. Wszyscy chcieli rozmawiać i pisać o Janis, a ona była oczarowana zainteresowaniem mediów. Unikała jednak fotografów, z pewnością ciążyły jej kompleksy z Port Arthur. Jedno z pism obwołało ją symbolem seksu, co sprawiło jej wielką satysfakcję. Była na topie. Życie wreszcie ją dowartościowało. Wtedy także poznała Jeffa Karpa, gitarzystę z Chicago, z którym wiązała pewne nadzieje na przyszłość. Niestety Jeff zmarł po przedawkowaniu.
Dopominała się o jak największa liczbę koncertów, które były dla niej czymś w rodzaju terapii. Ludzie dostarczali jej afirmacji. Na scenie czuła się potrzebna i lubiana. Na wiosnę 1968 roku uznawano ją już za wybitną wokalistkę rockową. Podkreślano niezwykłą oryginalność jej śpiewania. W jednej z recenzji czytamy:
"...jest śliska jak smoła, nadciąga złowieszczo jak wojna... urąga tonacji, w jednym wersie piszczy, w drugim parska, a ostatnią zwrotkę łapie za kolana błagając, aby nie odchodziła... Janis Joplin odrze z elegancji każdego słuchacza." (Richard Goldstein, Vogue, 1968).
Zostałą supergwiazdą nie mając nawet własnej, autorskiej płyty. Muzycy zespołu Big Brother mogli czuć się gorzej. Stanowili tło dla blasku Janis. Nikt się nimi nie interesował, a wręcz pojawiały się głosy krytyczne, że grają słabo od strony technicznej, że mają kłopoty w nagraniami w studio itp. Inżynierowie, którzy z nimi próbowali nagrywać dostawali apopleksji od ciągłych fałszów, eksperymentowania z dźwiękami i nadużywania alkoholu. Janis miała tego coraz bardziej dosyć. Czasem wpadała w gniew. To był także czas, w którym niektórzy ludzie dosypywali lub dolewali różne rzeczy do posiłków i napojów. Dla zabawy albo z innych powodów. Uwielbiali to robić ludzie z ekipy The Grateful Dead.
Dochodzi do szczytów sławy. Czuje to. Jeszcze nie wie, że tam nic nie znajdzie. W jej życiu jest dużo seksu. Każda odmowa ze strony faceta kończyła się jej histerią. Jakby nie mogła otrzymać potwierdzenia swojej kobiecości. Seks zastępował jej brak stałego związku. Heroina nie przytępiała tej potrzeby. Symptomem jej gwiazdorstwa stało się porsche z fantazyjnymi, psychodelicznymi malunkami.
W 1969 roku Janis dostała nowy zespół, choć sprawy nie szły od początku tak jak powinny. Zbliżał się czas Woodstock. Janis piła coraz więcej i ciągle była naćpana. Koncerty stawały się przeciętne, a wulgarność normalnością. Ekipa jednak uwielbiała Janis. W lecie po koncercie w Winterland, San Francisco po raz pierwszy widownia nie żądała bisów. Prasa rozpoczęła z początku drobną krytykę, a potem coraz bardziej atakowała Janis. Janis natomiast była w coraz gorszym stanie psychicznym. Podejmowała próby wyjścia z dotychczasowego trybu życia, lecz bezskutecznie. Chodziło o odżywianie się, ograniczenie słodyczy, alkoholu i przede wszystkim narkotyków. Brała wtedy również metadon, inaczej dolophine. Wśród wielu wypowiedzi ludzi z nią związanych w tym okresie pojawiają się złowrogie komentarze, jakoby widziano w jej twarzy śmierć. Od kiedy zaczęła brać heroinę przedawkowała 6-krotnie i kończyło się to wizytami w szpitalu. Jej zdrowie szwankowało, a twarz robiła się blado - żółta. Jej przyjaciółka Linda opuściła ją, gdyż nie mogła patrzeć na samodestrukcję Janis. Czy to miało jej pomóc? Niestety nie pomogło, a raczej dobiło.
Na przełomie 1969 i 1970 Janis miała przerwę na odpoczynek. Rozwiązaniu uległ zespół Kozmic Blues Band, który nigdy nie stanowił monolitu, i nie miał ambicji grać solo bez Janis. Janis miała wtedy kilkumiesięczny romans z człowiekiem nazwiskiem Toby Ross. Na wiosnę 1970 roku wystartowała z nowym zespołem w tle, The Full Tilt Boogie Band. Pojawiły się nowe wyzwania, nowe nadzieje i nowe propozycje. Jack Nicholson powiedział Janis, że złożono menadżerowi propozycję jej udziału w filmie Trzy łatwe utwory. Jej menadżer Grossman odrzucił ofertę.
Znowu rozpoczęły się trasy koncertowe. Janis dużo piła i po pewnym okresie walki, wznowiła heroinę. Składanie przez publiczność ofiar z butelek southern comfort podczas występów stało się już tradycją. W 1970 roku nie układały się Janis sprawy organizacyjne. Planowanie koncertów było złe i zdarzały się odwołania z powodu braku widowni. Spadek popularności bardzo ją poruszał. Bała się, że to koniec kariery. Doskwierała jej również samotność. Na wiosnę 1970 roku Janis dostała nowe imię. Nazywano ją Pearl (perła).
Perła jaśniała blaskiem tylko do jesieni 1970. Jej śmierć wstrząsnęła światem rocka, ale dla wielu jej bliskich nie była zaskoczeniem. Ona sama się tego spodziewała.
Za życia można było jej posłuchać na 4 albumach: Big Brother & The Holding Company, Cheap Thrills, I Got Dem Ol'Kozmic Blues Again Mama oraz Pearl. Ta ostatnia płyta została wydana tuż po śmierci Janis. Niektóre nagrania nie zostały dokończone (Buried Alive In The Blues, Mercedes Benz). Na tych 4-ech albumach znalazło się 6 samodzielnych kompozycji Janis (Intruder, Women Is Losers, Turtle Blues, Oh Sweet Mary, One Good Man, Move Over). W kilku Janis figuruje jako współkompozytor i współautor tekstu (I Need A Man To Love, Road Block, Kozmic Blues, Mercedes Benz). Kilka piosenek nagranych z Big Brother sklasyfikowano jako kompozycje zespołowe (Coo Coo, The Last Time, Catch Me Daddy). Janis dokonała aranżacji utworu Down On Me.
Teksty Janis nie są szczególnie odkrywcze. Po prostu opisują świat widziany oczyma młodej, samotnej kobiety i to jest najbardziej cenne. Natręt (Intruder) traktuje o niewyżytym kochanku, którego partnerka nie tyle nie toleruje, ile nie bardzo rozumie w jakim kierunku zmierza ich związek. Jej kochanek stara się narzucić określone zachowanie, a do tego jest zbyt zarozumiały. W piosence Women Is Losers artystka wykpiła nieco dominujący świat mężczyzn, których postrzega jako kłamców i ludzi niezdolnych do miłości. Są mili dopóki nie dostaną tego czego chcą. W piosence I Need A Man To Love uzależniona od miłości kobieta szuka ciepła. W tekście Turtle Blues artystka odkrywa się. Samotne życie, noc spędzona z facetem i znowu nie to. Pragnie miłości, ale boi się uzależnienia, utraty wolności, bycia podporządkowaną. Jednocześnie nie czuje się najlepszym materiałem na partnera życiowego. Duża wrażliwość tępiona alkoholem każe chować się jej pod skorupą. Oh Sweet Mary to list do kogoś. List przepełniony żalem i niemocą. Janis zadaje bardzo trudne pytanie - dlaczego tak trudno nam się oddycha na tym padole? Road Block to znowu chory układ, w którym facet blokuje kobietę. Janis bezustannie powraca do tego tematu. One Good Man natomiast opisuje pragnienie miłości i partnera. W swojej najlepszej kompozycji Move Over, Janis znowu dotyka problemów miłości i wolności. Kobieta chce kochać, ale jej partner traktuje ją fizycznie i na dokładkę chce dominować w związku. Wygląda na to, że Janis nie pisała tekstów smutnych. Pobrzmiewa w nich co prawda samotność, ale wiele z nich punktuje niedoskonałość związków kobiet z mężczyznami. W wielu z nich Janis walczy o lepszy świat na płaszczyźnie uczuciowej. Oto powód, dla którego amerykańskie feministki widziały w niej proroka.
Andrew: "Janis niewątpliwie miała talent do pisania, szczególnie słów. Napisała sporo rzeczy, lecz Turtle Blues jest reprezentatywnym przykładem jej twórczości. Tworzenie w Big Brother było procesem bardzo demokratycznym. Ktoś mógł wyjść z pomysłem i mogliśmy go ocenić. Ja zwykle wchodziłem, gdy piosenka była mniej lub bardziej skończona."
Janis nie znała nut, ale jej 3-oktawowy głos był i jest niepowtarzalny. Ktoś powiedział, że miała ich wiele, choć była zmuszona śpiewać tylko jednym. Najbardziej rzucającą się cechą interpretacji Janis jest emocjonalność, a co za tym idzie silne oddziaływanie na emocje słuchacza. Na filmie z festiwalu Monterey widać jak ludzie na widowni słuchają Janis zamurowani, zaskoczeni, zdumieni, przykuci do jej głosu i wizerunku. Janis wnika w ciała i dusze, włada naszym wnętrzem, opanowuje zmysły i odłącza od świata pozostawiając nas w błogiej kontemplacji. To coś w rodzaju zauroczenia, odcięcia od rzeczywistości.
Emocje Janis powodują, że ciche fragmenty stają się niezwykle dynamiczne i jeszcze bardziej poruszają. Niecodzienna skala dynamiki i barwa głosu Janis pozwalała jej śpiewać szeptem, chrapliwym szeptem, skowyczącym szeptem, depresyjnym szeptem, histerycznym szeptem, krzyczącym szeptem, niewinnym szeptem, swawolnym szeptem, erotycznym szeptem i jeszcze wieloma odcieniami szeptu, które każdy może odebrać na swój sposób. Popisy wokalne Janis były niewiarygodne. Arsenał okrzyków zawierał wszystkie odcienie chrapliwości. Szczególnie niecodzienny był śmiech Janis, którego nie zabrakło w jej autentycznych partiach wokalnych. Nazywano jej śmiech rechotem.
I seks. W jej głosie jest pełno seksu. Dlatego tak zniewala. Magnetyzmu dodaje jej nieokrzesana i wyzwolona postawa, niepokój w oczach, nerwowość. Autentyczność i niewinność dziecka skontrastowana z libertyńskim i szelmowskim uśmiechem. Przezywano ją sterczący sutek.
Joplin: "Jestem na odjeździe z widownią. Gdy wchodzę śpiewać na scenę to jest jak odjazd, który ludzie odczuwają gdy porządnie zaćpają. Rozmawiam z widownią, patrzę im w oczy. Potrzebuję ich i oni potrzebują mnie. Seks jest czymś najbliższym co może to przypominać, ale to jest coś więcej niż seks. Dostaję szału ze szczęścia." (Time, 9.08.1968).
Niezwykle oryginalne są bluesy śpiewane przez Janis. Interpretacja Janis wykracza jednak poza przyjęte wtedy kanony śpiewania. Mieszają się w niej różne inspiracje. Typowym przykładem jest niezapomniany utwór Ball And Chain. Big Mama Thornton śpiewa swoją kompozycję bardzo klasycznie, tymczasem interpretacja Janis wymyka się utartym szlakom. Nic dziwnego. Wszystkie największe wpływy wokalne Janis to wykonawcy czarni, bluesowi, lecz posiadający własne i silne osobowości wokalne. Oto one: Odetta, Big Mama Thornton, Bessie Smith, Billie Holiday, Tina Turner, Aretha Franklin oraz w części męskiej Leadbelly i Otis Redding. Czy Janis chciała po trosze śpiewać jak oni wszyscy razem wzięci?
Wielu artystów oddało hołd Janis. Wspomniał ją w swoim nagraniu American Pie amerykański piosenkarz Don McLean:
"Spotkałem
dziewczynę co śpiewała bluesa
Poprosiłem ją o pogodnego niusa
Lecz ona uśmiechnęła się i odeszła"
Grupa wokalna The Mamas & The Papas w piosence Pearl, kompozycji Johna Phillipsa:
"Córka
bankiera czy dziewczyna na gigancie
Mała dama czy knajpiana Perła
Musi znaleźć swoje miejsce na tym świecie
Gdzie poczuje się jak w domu
Córkę bankiera tak trudno wywieść w pole
Małą damę tak trudno ułaskawić
Knajpiana Perła ma serce na dłoni
A jej serce nie stanie się zimne"
Wokalistka i poetka Dory Previn przypomniała w piosence A Stone For Bessie Smith, że Janis zapłaciła za nagrobek cmentarny dla wokalistki murzyńskiej Bessie Smith:
"Czyż
to nie zdumiewające?
Nie wstrząsa cię do szpiku kości?
Kupiła kamień dla Bessie Smith
Kupiła Bessie Smith kamień
Wzięła pożyczkę i miała go na swój grób
Ale zapomniała, nie zapłaciła za swój
Zapomniała i nie zapłaciła
Zapomniała i nie zapłaciła
Po wszystkich kontraktach i ustaleniach jakie zrobiła
Poszła na grób Bessie Smith i złożyła tam kamień
Lecz zapommniała i nie zapłaciła za swój
Pojechała
do domu na spotkanie swojej klasy
Gdzie kolega szkolny przyznał się
Że ona nie chciałaby aby to wyszło na jaw
Lecz ona była najlepsza
W szkole była miłą dziewczyną
Tak samo przyzwoita jak reszta
Choć nigdy nie była konserwatywnie ubrana
Czyż
to nie zdumiewające?
Nie wstrząsa cię do szpiku kości?
Kupiła kamień dla Bessie Smith
Kupiła Bessie Smith kamień
Wzięła pożyczkę i miała go na swój grób
Ale zapomniała, nie zapłaciła za swój
Zapomniała i nie zapłaciła
Zapomniała i nie zapłaciła
Ostatecznie kontrakty poczęły bladnąć
A jej prochy zostały rozsypane
Zostały sponiewierane i rozwiały się
A ona zapomniała i nie zapłaciła za to"
Kompozytor Jerry Garcia, lider Grateful Dead, oraz autor tekstu Robert Hunter tak zapamiętali Janis w piosence Birdsong:
"Wszystko
co pamiętam to jakby ptak w głębi jej śpiewu
Wszystko co pamiętam to że ona pośpiewała i potem odleciała
Opowiedz mi wszystko co pamiętasz
A pokażę ci śnieg i deszcz
Jeśli usłyszysz
znowu tę samą słodką piosenkę
Czy odpowiesz mi dlaczego...
Każdy kto śpiewa melodie tak słodko, odchodzi
Śmiechem o poranku
Śpiewaj i płacz w ciemności
Wzleć pośród nocy"
Wreszcie najbardziej kontrowersyjny hołd, uważany nawet za płaski i cyniczny. Leonard Cohen poświęcił jej ulotną piosenkę Chelsea Hotel #2. Nie był zbyt miły dla Janis. Szczerze mówiąc dokopał jej w tym nagraniu. Nieopierzone pisklę ('fallen robin'), robiłaś mi loda ('giving me head'), nawet to często nie myślę o tobie ('I don't even think of you that often'), jej zmienność ('I need you, I don't need you'). Szczerość do bólu i twarde fakty, jak zwykle u Cohena. Refren natomiast zdradza niewątpliwą nutkę nostalgii. Jest pożegnaniem Janis ze światem, które przeradza się w prywatny żal Leonarda.
"Pamiętam
cię wśród wierszy w hotelu Chelsea
Rozmawiałaś tak słodko i śmiało
Oralne igranie w łóżkowym bałaganie
A limuzyny na ulicy czekały
To był Nowy
Jork i byliśmy na fali
Goniąc za forsą i za ciałem
W ulicznej piosence miłością to zwali
Może jeszcze tak zwą ci co z nimi zostałem
Jednak ty
odeszłaś, czyż nie tak mała
Odwróciłaś od tłumu swoje plecy
Odeszłaś i już nigdy nie słyszałem
Pragnę cię, nie pragnę cię, pragnę cię, nie pragnę cię
Z całym tym szczebiotem kobiecym
Pamiętam cię
wśród wierszy w hotelu Chelsea
Byłaś sławna, a legendą było twoje serce
Mówiłaś mi upojnie że wolisz przystojnych
Dla mnie zrobisz wyjątek jeden więcej
I zaciskając
pięści na takich jak my
Gnębionych przez piękna obrazy
Spokorniałaś i rzekłaś nie szkodzi nic
Jesteśmy brzydcy lecz muzykę mamy
Jednak ty odeszłaś, czyż nie tak malutka...
Nie myślę
wcale że kochałem cię wytrwale
Ptaszka co z gniazda wyleciał sobie
Pamiętam cię wśród wierszy w hotelu Chelsea
I wszystko, nawet to często nie myślę o tobie"
Joplin: "Jestem ofiarą własnego wnętrza. Był taki czas, kiedy chciałam wiedzieć wszystko. Czytałam mnóstwo. Chyba mógłbyś powiedzieć, że była osobą intelektualną. To dziwne, ale nie pamiętam kiedy się to zmieniło. Cale to uczucie uczyniło mnie niezwykle szczęśliwą. Nie wiedziałam właściwie co z tym zrobić. Teraz nauczyłam się jak uczynić, aby uczucia pracowały dla mnie. Jestem pełna emocji i potrzebuję wyzwolenia i jeśli jesteś na scenie i to naprawdę pracuje i masz przed sobą widownię, wszystko co czujesz to jedność. Wchodzę w siebie i oni wchodzą we mnie i wszystko łączy się razem. Jesteś tym przepełniony. Nie wiem, chcę czuć tak mocno jak potrafię i chyba na tym polega dusza." (Hir Parader, 1.09.1970).
Recommended websites:
http://www.bbhc.com/
http://www.chromeoxide.com/brother.htm
http://www.officialjanis.com/index.html
http://www.janis.at/
http://www.janis.user.icpnet.pl/official.htm
http://janis.republika.pl/index.htm
http://www.janisjoplin.net/
http://smironne.free.fr/JANIS/JOPLIN/index2.html
http://alwaysontherun.net/janis.htm
Thanks a bunch.