Czy ktoś jeszcze pamięta naszą radość?

Jimmy: "Co znaczy nazwa? Nic nie znaczy. Liczy się nasza muzyka."

Bez reklamy i wielkich pieniędzy w 1968 roku powstał zespół, o którym zaledwie w kilka miesięcy potem rozpisywały się wszystkie poważne pisma muzyczne, szczególnie w Stanach. Na początku była to niewątpliwie grupa Jimmy'ego. On ją stworzył na gruzach The Yardbirds, wkopany przez kolegów w zobowiązania, za które oddali mu prawo do nazwy. Nie chciał tej nazwy. Wypełnił zobowiązania i ruszył swoją drogą, na której osiągnął wszystko. Rodowód The Yardbirds pomógł mu znacznie. Grupa ta była bardzo popularna w niektórych rejonach USA, co potem bardzo pomogło. Jimmy dokonał jeszcze czegoś. Uniezależnił się od króla bluesa Erica Claptona i króla gitary Jimi Hendrixa. Odziedziczył od nich bardzo wiele np. subtelność Erica czy dynamikę Hendrixa (niektórzy pisują, że to Hendrix wprowadził grę smyczkiem po gryfie gitary, co Jimmy przejął), ale nie jest ich naśladowcą. Jest ich wybitnym uczniem.

Jak można było nie zauważyć Roberta przed 1968 rokiem? Przypuszczalnie nie nadeszła jego chwila. Każda gwiazda czeka na swój czas. Niezwykły wokalista, zachwycony bluesem i rockiem, nie miał łatwego życia. Sukcesy estradowe szły w parze z poważnymi kłopotami osobistymi i rodzinnymi. Na początku przeszkadzały mu ciągłe chrypy uniemożliwijące koncertowanie, potem śmierć syna, poważny wypadek na wakacjach całej rodziny, długa rekonwalescencja, która przerwała koncerty zespołu i pośrednio doprowadziła do rozwodu z żoną. Porównując jego głos z pierwszych albumów i ostatnich można zauważyć potężne zmiany w jego barwie, pochodzące od przeżyć psychicznych i bólu, jakiego zaznał.

John Paul miał już wiele doświadczenia na początku drogi, ale jako aranżer, mniej jako muzyk. Pracował dla The Rolling Stones i zasłynął z pięknych pomysłów na albumach Donovana. Był najbardziej cichym, nie rzucającym się w oczy członkiem zespołu. Zawsze z tyłu, chciaż oczywiście nie od strony muzycznej. Nie lubił wokół siebie wrzawy, ani wywiadów, ani fleszy. Niech tak zostanie.

Najbardziej kontrowersyjną postacią przyjętą do zespołu był John z zadziornym pseudonimem Bonzo. Perkusista samouk, który doprowadził grę do technicznej perfekcji w rockowym rytmach i pomimo, że można zarzucać mu różne rzeczy, będzie z pewnością inspiracją dla perkusistów wielu pokoleń.

Sukcesu nie zdobyli w Anglii, wywalczyli go w USA tam, gdzie skończyła się popularność The Yardbirds. Pierwszy album wbrew pozorom nie był życzliwie przyjęty przez krytykę, ale koncerty grzały wszystkich. Najpierw zauważyli to jednak Amerykanie. Pierwsze, nieco przypadkowe tournee po USA, przysporzyło im tak wiele ciepłych recenzji, o jakich nie marzyli. Im dalej, tym lepiej. Krytycy po obu stronach Atlantyku zauważali jednak różnice w umiejętnościach poszczególnych muzyków. Cięgi zbierali Bonzo i Robert, na piedestale byli John Paul i Jimmy.

W przeciągu roku występują w najlepszych i największych salach koncertowych. Stają się instytucją. Ich popularność sięga apogeum. Może za wcześnie. Czy czasem krytycy nie szukali w zespole następców The Beatles? Jest to możliwe, gdyż szukano ich wszędzie. Na początku krytycy byli podzieleni na dwie (główne) grupy. Pierwsza upatrywała w nich nowych wyznawców bluesa, druga natychmiast przydzielała ich do nurtu ciężkiego rocka. Muzyczna przeszłość Jimmy'ego wydawała się zachęcać do pierwszego nurtu, moda i inne znaki tamtej teraźniejszości wskazywały na coś nowego, co określano wtedy hasłem heavy-rock. Okres ten trwał do 1972 roku i nazwijmy go okresem radości (laughter period). Nie wszystko było jednak takie piękne. Wskazywana przez dziennikarzy londyńskich tendencja zespołu do wykorzystywania swoich nazwisk w celu sygnowania utworów zaczerpniętych od innych, była nie do opanowania. Coraz liczniejsze procesy prawowitych autorów piosenek powstrzymały grupę przed popadnięciem w totalne oszustwo. W 1972 roku okres radości powoli przemijał. Zaczął się okres poszukiwania inspiracji.

14 czerwca 1972 podczas koncertu w Nassau Coliseum na Long Island, Robert po raz pierwszy użył zwrotu 'Does anybody remember laughter?' w trakcie wykonywania piosenki Stairway To Heaven. Wtedy nie zwróciło to większej uwagi. Był to jednak pierwszy sygnał, że życie dobija zespół, że zaczynają gonić resztkami sił.

Kolejne albumy, choć niesamowicie popularne, zwiastowały na początku drobne, ale potem coraz większe znużenie rockiem i życiem koncertowym. Coraz mniej koncertów, coraz gorsze nagrania. Przesyt i ciągłe szukanie natchnienia, które owocowało zrywami. Szukali muzyki etnicznej, mistycznych tekstów, zastosowania różnorodnych instrumentów, ale nie tego im najbardziej brakowało. W piosence Achilles Last Stand, Robert dobitnie zauważył, że brak im radości, wolności, uśmiechu, żywiołowości, dynamiki, choć dalej są przyjaciółmi. Kłopoty osobiste, szczególnie Roberta, dopełniały czary goryczy. Po wydaniu albumu Houses of the Holy po raz pierwszy padło z ich ust następujące zdanie:

John Paul: "Każdy z nas jest niezastąpiony w zespole. Jeśli ktokolwiek chciałby odejść, grupa musiałaby się rozwiązać."

Były kryzysy i niektórzy chcieli odejść. Powoli wszystko się sypało. W 1980 roku rozsypało się całkowicie. Odszedł John Bonzo, na zawsze. Zespół nie umiał dalej istnieć, chociaż prawdopodobnie śmierć Bonzo nie była jedyną przyczyną niechęci do kontynuacji działalności we trójkę. Cały czas odnosi się wrażenie, że tego tragicznego wieczoru kiedy odszedł Bonzo, stało się jeszcze coś.

Nie byli typowym zespołem, którego członkowie wymieniają pozdrowienia przez telefon z życzeniem spotkania się na scenie. Grupa funkcjonowała jak czterech przyjaciół. Był to ten rodzaj bliskości, który pozwalał na muzyczną rywalizację. Ich przyjaźń stała w oczywistej opozycji do ciężkiej muzyki tworzącej klimat ich muzyki. Mieli własny styl, nie tylko muzyczny, ale także towarzyski. Również w sferze lansowania własnego image'u, mieli własną politykę i dużą niezależność. Rzadko udzielali wywiadów. Zaciekawiali i zaskakiwali publiczność. Mieli koncepcję muzyki zorientowanej albumowo, nie szukali przebojów. Walczyli o nowe podejście producentów i menadżerów do wykonawców i to się im udało. Zmienili bardzo dużo. Wielu wykonawców zaczęło wzorować się na ich sposobie organizacji działalności.

Nie byli święci. Sprawy o oszkodowania za przywłaszczanie sobie praw autorskich do nagrań trwały jeszcze długo po ich rozwiązaniu. W czasie licznych tournee po USA przeżyli wiele złych i dobrych przygód, mieli różne kłopoty ze zdrowiem i z prawem. Nie uniknęli pomówień o narkotyki i rozwiązły tryb życia. Nie byli grupą rockową ściśle progresywną, skupili się bowiem na ciężkim, dynamicznym, metalicznym rocku. Ale prawda jest jest też taka, że wtedy prawie wszystko było progresywne. Ich zdolności kompozytorskie, aranżacyjne, a przede wszystkim niezwykle wrażliwa interpretacja utworów, wprowadziły ich do historii rocka i stworzyły ogromne źródło inspiracji dla rozwoju muzyki metalowej na następne lata.

13 lipca 1985 roku, w 5 lat po rozwiązaniu wystąpili w Filadelfii na JFK Stadium, co było pierwszym wspólnym występem uszczuplonego zespołu od 1980 roku, kiedy się rozwiązali. Pretekstem był North American Live Aid Concert. Podczas wykonywania piosenki Stairway To Heaven, Robert ponownie używa zwrotu 'Does anybody remember laughter?' Kiedy rzucił to w publiczność po raz pierwszy, nie zwrócił większej uwagi, ale tym razem zmroził.

Jimmy: "To był okres wielkich inspiracji."

Co do inspiracji, na początku były dwie wielkie: blues i folk. Delta była punktem wyjścia dla czwórki muzyków. Szukali oparcia u klasycznych bluesmanów amerykańskich (Willie Dixon, Muddy Waters, Howlin' Wolf, Albert King, Sonny Boy Williamson, Bukka White, Memphis Minnie, Blind Willie Johnson). Grunt w delcie okazał się nieco grząski. Kilka procesów sądowych postawiło ich na twardym gruncie. Spośród utworów, które najbardziej inspirowane są bluesem warto wymienić: You Shook Me, I Can't Quit You Baby, What Is And What Should Never Be, Lemon Song, Bring It On Home, Since I've Been Loving You, Hats Off To (Roy) Harper, When The Levee Breaks, Boogie With Stu, Black Country Woman, Tea For One, I Can't Quit You Baby.

Drugim ważnym kierunkiem, który kształtował oblicze muzyczne grupy był folk brytyjski. Na niektórych albumach było go nawet o wiele za dużo (III), ale to skutek wycofywania się pierwszej inspiracji. Warto posłuchać nowoczesnych, bardzo atrakcyjnych aranżacji w utworach: Baby I'm Gonna Leave You, Your Time Is Gonna Come, Black Mountain Side, Thank You, Friends, Gallows Pole, Tangerine, That's The Way, Bron-Y-Aur Stomp, Battle Of Evermore, Going To California, The Rain Song, Over The Hills And Far Away, Bron-Yr-Aur, Down By The Seaside, Poor Tom. Czasem grupa wpadała w folk amerykański, czasem uprawiała country-rock, ale pozostała przy własnym folkowym podwórku.

Na tym tle powstawały własne kompozycje zespołu. Od początku osadzone w ciężkim, metalicznym rocku nazywanym heavy-rockiem albo hard-rockiem. Trzeba przyznać, że propozycje własne były wyjątkowo starannie podane. Żadnych banałów, zawsze coś oryginalnego, zawsze atrakcyjnego dla ucha. Oryginalność szła w parze z dbałością o aranżacje. Wiele zespołów z tego okresu zapomiało o wzbogacaniu brzmienia, ale nie oni. Stosowali różne typy gitar, organy, flet, harmonijkę ustną, banjo oraz orkiestrację. Tak powstały cały arsenał klasycznych dziś utworów rockowych: Good Times Bad Times, Dazed And Confused, Communication Breakdown, How Many More Times, Whole Lotta Love, What Is And What Should Never Be, Heartbreaker, Living Loving Maid, Ramble On, Moby Dick, Immigrant Song, Celebration Day, Out Of The Tiles, Black Dog, Stairway To Heaven, Misty Mountain Hop, Four Sticks, The Song Remains The Same, Dancing Days, No Quarter, The Ocean, Custard Pie, Rover, In My Time Of Dying, Houses Of The Holy, Kashmir, In The Light, Ten Years Gone, Night Flight, Wanton Song, Sick Again, Achilles Last Stand, For Your Life, Nobody's Fault But Mine, Hots On For Nowhere, In The Evening, Carouselambra, All My Love, I'm Gonna Grawl, We're Gonna Groove, Walter's Walk, Ozone Baby, Darlene, Bonzo's Montreux.

Bardzo interesujące są próby wiązania ciężkiego, dynamicznego rocka z innymi kierunkami muzycznymi. Przykładami są świetne mariaże z murzyńską muzyką funky (Crunge, Trampled Under Foot, Royal Orleans) oraz reggae (D'yer Mak'er, Fool In The Rain). W jednym przypadku pokusili się o tło orientalne dla swojego nagrania Friends. Nie ciągnęli tego tematu, a szkoda. Pociągnął go dopiero Robert w swojej solowej karierze. Pod koniec działalności grupa z przyjemnością powróciła do rock and rolla przełomu lat 50-tych i 60-tych (Candy Store Rock, South Bound Saurez, Hot Dog).

O czym śpiewali? Najgrubsza teczka tekstów to opowieści o sfrustrowanych facetach. Takie są teksty utworów: Your Time Is Gonna Come, Dazed And Confused, Communication Breakdown, Lemon Song, Heartbreaker, Since I've Been Loving You, That's The Way, Black Dog, Four Sticks, Nobody's Fault But Mine, Hots On For Nowhere, Tea For One, Fool In The Rain, Walter's Walk. W jednym przypadku frustracja dopadła kobietę (Living Loving Maid), a w innym obu partnerów (Wearing And Tearing). Czasem frustracja kończyła się narkotykami (Tangerine), a czasem agresją (Poor Tom). W przypadku utworu When The Levee Breaks, frustracja spowodowana była powodzią.

Kolejna grupa tekstów opowiada o wolności człowieka w różnych aspektach, najczęściej w sensie swobodnego podróżowania, dzikiej włóczęgi, braku łańcuchów codziennego życia (Baby I'm Gonna Leave You, Ramble On, Out Of The Tiles, Going To California, Rover, Trampled Under Foot, Kashmir, Down By The Seaside, Night Flight, Carouselambra. W jednym przypadku Robert połączył wolność z nieodzownym jej towarzyszem, czyli piosenką (The Song Remains The Same).

Refleksje życiowe, czasem płytkie, znajdziemy w utworach: Good Times Bad Times, Rock And Roll, Over The Hills And Far Away, Dancing Days, D'yer Mak'er, The Ocean, Ten Years Gone, Black Country Woman, Sick Again, I Can't Quit You Baby, Ozone Baby, Darlene. Niektóre z tych tekstów odbijają problemy codziennego życia, kłopoty z partnerami oraz podboje miłosne. W końcówce działalności grupy, gdzieś od albumu Presence, sporo tekstów wybiegało w kierunku zwykłych tematów ulicznych np. For Your Life, Royal Orleans, South Bound Saurez, In The Evening, Hot Dog, We're Gonna Groove. Robert pisał m.in. o narkotykach, przygodach erotycznych, płatnej miłości i hulaszczym trybie życia. Czasem Robert pisał żartobliwie. W piosence How Many More Times wykpił dziecioróbstwo. W tekście piosenki Crunge pośmiał się z paplaniny młodzieżowej. Niektóre teksty są po prostu lekkie i traktują o zabawie (Boogie With Stu, Candy Store Rock). Parę rzeczy można wyczytać z tekstu utworu Stairway To Heaven.

Ważną grupa tekstów z punktu widzenia solowej kariery Roberta są poematy miłosne, często związane z ciągotkami Roberta do idealizowania tego uczucia i traktowania go jako absolutnie najważniejszej strony w życiu człowieka. Takie są teksty o fascynacji rodzącym się uczuciem (You Shook Me, What Is And What Should Never Be, Rain Song, In The Light, Wanton Song, I'm Gonna Grawl). Robert kilka tekstów poświęcił własnym dzieciom i miłości do nich (Bring It On Home, Custard Pie, Houses Of The Holy, All My Love). Nie zapomniał o miłości do zwierząt poświęcając piosenkę Bron-Y-Aur Stomp psu imieniem Strider. W tej grupie najważniejsze są jednak dwa teksty. Pierwszy to tekst Thank You, który stanowi jakby apoteozę tego tematu, a drugi to tekst Whole Lotta Love, niezwykły liryk o stosunku płciowym, który w powiązaniu z muzyką tworzy rockowe arcydzieło artystyczne.

W kilku utworach zespół zahaczył o fantastykę będąc pod wpływem książek Tolkiena (Battle Of Evermore, Misty Mountain Hop, No Quarter) oraz o mity starogermańskie (Immigrant Song, Stairway To Heaven). W jednym z tekstów pojawiła się głęboka refleksja o śmierci (In My Time Of Dying). Natomiast autobiograficzną nostalgię za okresem radości w działalności grupy znajdziemy w tekście Achilles Last Stand.

Po rozpadzie zespołu w 1980 roku najbardziej aktywnym muzycznie członkiem grupy był i jest Robert. Już w 1982 roku zaprezentował swój pierwszy solowy album Pictures At Eleven, którego brzmienie na tyle przypominało przeszłość, że krytycy dopatrywali się wielkiej kontynuacji. Już knuto sposoby pozyskania Jimmy'ego i restauracji wielkiej przygody z lat 70-tych. Ogromny sukces tej płyty skłonił Roberta do nagrania kolejnej The Principle of Moments. Kierunek był kontynuowany. Przeszłość pod postacią nostalgii odciskała swoje piętno. Robert poszedł jeszcze dalej i jako The Honeydrippers próbował wyrównać lata 50-te, 60-te, 70-te i 80-te. Nie był z tego zadowolony. Pragnął czegoś nowego tym bardziej, że lata 80-te wprowadziły wiele nowych pomysłów. Album Shaken'n'Stirred był taką próbą wypracowania własnego stylu zgodnego z duchem heavy-rockowej przeszłości, ale jednocześnie jeszcze bardziej zorientowanego na nowofalowe propozycje współczesności. Odniósł nieco mniejszy sukces komercyjny od spodziewanego, ale ciągle był na fali. Kolejne albumy kontynuowały poszukiwanie brzmienia, lecz były coraz bardziej dopracowane. Poza tym bardziej liczył się stary dobry rock, a w partiach gitary solowej pojawiał się czasem gościnnie Jimmy. Wreszcie po kilkunastu latach Robert i Jimmy nagrali wspólną płytę No Quarter, przy czym John Paul pozostał ignorowany.

Kariera solowa Roberta rozpoczęła się w momencie dla niego bardzo trudnym. W 1977 ciągle bolesna smierć 5-letniego syna Karac'a. W 1980 śmierć perkusisty Johna Bonzo i rozpad grupy. Początek lat 80-tych to również kryzys małżeński Roberta i Maureen, który w 1983 roku doszedł do poziomu rozwodu. Te trzy wydarzenia zaciążyły na twórczości Roberta. W ciągu tak krótkiego okresu czasu zebrało się zbyt dużo traumatycznych przeżyć. Początek kariery Roberta to samotność gwiazdy, wolność mężczyzny i tęsknota za przeszłością. Sporo z tych przeżyć i doznań znalazło ujście w tekstach śpiewanych na solowych płytach Roberta.

Po pierwsze Robert wspomina dzieciństwo łącząc je z burzą rock and rolla, wspomnieniami rodzinnymi i młodzieńczymi fascynacjami filmowymi gwiazdami, również na tle erotycznym. Takie są nagrania White Clean And Neat oraz I Cried. Wspomina również festiwal w Woodstock z 1969 roku i decyzję zespołu o rezygnacji z uczestnictwa w tej imprezie. Czuje się pewien żal (Tie Dye On The Highway). Na każdej płycie solowej Roberta znajdzie się jakieś odniesienie do Led Zeppelin, czy to muzyczne, czy tekstowe. Najbardziej wyczuwa się to w utworach: Pink And Black, Little By Little, Tall Cool One, Big Love, Your Ma Said You Cried In Your Sleep Last Night, Memory Memory (Hello Hello), Burning Down On Side, Worse Than Detroit, Like I‘ve Never Been Gone, Mystery Title. W piosence Liar's Dance Robert próbuje podeprzeć swoją decyzję o zaprzestaniu kontynuacji działalności LZ. Utwory Slow Dancer oraz Calling To You komponuje i aranżuje na modłę dzieła Kashmir. Natomiast utwór Like I‘ve Never Been Gone pozostaje w ścisłym związku z Since I've Been Loving You. W kilku utworach wmiksowano sample z nagrań LZ.

Przeszłość pobrzmiewa zbyt często. Wygląda, że była wartościowa i trudno się od niej oderwać w myślach. Uważa się, że dużo jest odniesień do rodziny Roberta. Wspomina on również zmarłego syna Karac'a dedykując mu piosenkę I Believe. Miłość absolutna zastąpiła miłość realną. Robert stworzył w tekstach absolut miłości, który nie tyle mógłby być porównywany z Bogiem, ile stał się podstawą jego systemu wartości. Miłość jest głodem, ucieczką, tęsknotą. Miłość jest życiem, wspomnieniem i śmiercią. Miłość jest przeszłością i przyszłością. Nie sposób jednak pominąć ciekawego odczucia, jakiego doznaje się słuchając tych nagrań. Ta absolutna miłość nie jest miłością tylko do kobiety. Czasem do końca nie wiadomo czy Robert spiewa o kobiecie, czy o zespole Led Zeppelin, czy o swojej byłej żonie, czy o swoich dawnych przyjaciołach ze sceny. Jedno jest pewne miłość o której śpiewa Robert tkwi silnie w przeszłości i żyje wspomnieniami. Nie wywiera nacisku na przyszłość i tym samym alienuje swojego twórcę. Takie są utwory Burning Down One Side, Wreckless Love, Big Log, Nirvana, Watching You, The Greatest Gift. I jeszcze te, które bardziej niż inne odwołują się do małżeństwa Roberta (Moonlight In Samosa, Far Post, She Said, Anniversary).

Wspomnienia to ważny aspekt tekstów Roberta, ale pozostaje jeszcze tu i teraz. Robert ucieka w świat jako gwiazda, uwielbia życie w trasie, ładuje akumulatory wolnością osobistą i twórczością. Ogólne refleksje na temat swojego wyobcowania zawarł w utworach Sixes And Sevens, Heaven Knows, Ship Of Fools, Down To The Sea. Podpatrywana rzeczywistość i zachowania ludzkie znalazły ujście w piosenkach Easily Lead (prostytucja), The Way I Feel (homoseksualizm), Helen Of Troy (złe ambicje kobiet), Billy's Revenge (zemsta za zdradę), Why (zagubienie kobiet), Walking Towards Paradise (rytuał młodej miłości), Hurting Kind (kobieta jako twór raniący), If I Were A Carpenter (różnice klasowe w aspekcie małżeństwa).

W kilku utworach pisał o podbojach, namiastkach miłości i tęsknocie za prawdziwą miłością (Horizontal Departure, Stranger Here...Than Over There, Hip to Hoo, Kallalou Kallalou, Come Into My Life, 29 Palms, Promised Land, Trouble Your Money). Tematyka społeczno - polityczna z uwzględnieniem antywojennej, zagościła w jego lirykach po raz pierwszy w piosenkach Great Spirit (ekologia), Heaven Knows, Network News. Raz popełnił tekst osadzony w komiksach (Messin' With The Mekon). I trochę tekstów zabawowych: Pledge Pin, Other Arms, In The Mood, Thru' With The Two Step, Dance On My Own, Tall Cool One.


Recommended websites:

http://www.led-zeppelin.org
http://members.aol.com/lzhistory/index.html
http://songfacts.com/default.lasso
http://home.mchsi.com/~night_flight/magazine_articles.htm
http://www.robertplant.com/
http://www.robertplanthomepage.com/pages/main.htm
http://www.manicnirvana.com/
http://www.epinions.com/content_90834177668
http://www-users.mat.umk.pl/~sebciu/led/top/index2.php3?wybor=1

Thanks a bunch.