Zamias' intro

Czy skandal to metoda na sukces?

The Move nigdy nie stanowili monolitu. Byli raczej zbiorem zwykłych chłopaków z angielskiej prowincji. Nie bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić, kiedy życie podsunęło im szansę na życie. Scena Birmingham należała w środku lat 60-tych w Anglii do bardziej aktywnych muzycznie. Wielu młodych ludzi wpadło w sidła muzyki pop i starało się za wszelką cenę wydobyć z niebytu. W tej biografii zespołu znajdziesz wiele takich nazwisk. Zrobienie kariery w Birmingham było jednak niemożliwe. Należało wjechać do Londynu. Chłopcom z The Move taka szansa trafiła się, w przeciwieństwie do dziesiątek czy setek innych. Zachęcił ich do sukcesu David Bowie, a bezpośrednim sprawcą okazał się menadżer Tony Secunda. Dzięki ich staraniom, The Move stali się na przełomie lat 60-tych i 70-tych jedną z najlepszych i najważniejszych grup rockowych w Anglii.

Na początku swojej kariery nie byli w stanie określić swojego stylu. Czerpali więc, skąd tylko mogli. Zwykle taki zespół, jak oni, przyłącza się do najbardziej popularnego nurtu, przed którym stoi przyszłość. Najbardziej bujnie rozwijał się wtedy w muzyce pop nurt zwany psychodelią, więc kompozycje ich pokrywały się z zapotrzebowaniem. Nie odnieśliby jednak tak piorunującego sukcesu bez szalonego menadżera. Tony Secunda dał im coś więcej, mianowicie image. Nie był to bezpieczny wizerunek. Powodował mnóstwo kłopotów, ale przyniosił ważną rzecz. Nazwa The Move była na pierwszych stronach gazet. Secunda kontrolował zespół, który w niekontrolowany sposób zdobywał sławę.

Oprócz przebojów dostarczali więc skandali. Czynili tak często i gęsto. Publiczność musiała być szokowana, prasa musiała mieć o czym pisać, sklepy musiały mieć co sprzedawać. Od banalnych pomysłów, w rodzaju fotografowania się z półnagą top-modelką Liz Wilson, do procesów sądowych na szczeblu premiera rządu brytyjskiego. Secunda poruszył cały Londyn, nawet ten najbardziej konserwatywny. Koncerty The Move obfitowały w przeróżne efekty uboczne. Kordony policji były na porządku dziennym, a bywało, że przyjeżdżała straż pożarna z interwencją, ponieważ chłopcy bawili się ogniem na estradzie. Wzorem The Who czynili destrukcje podczas występów, ale w przeciwieństwie do Pete'a Townshenda nie niszczyli gitar, tylko uszkodzone telewizory. Uznali, że będzie taniej. Aby podnosić atrakcyjność koncertów używali gry świateł i dziwnych instrumentów, które Roy Wood wprowadzał do gry.

Burzliwy początek kariery scenicznej skończył się dla nich pozytywnie, gdyż mieli pieniądze, ale również negatywnie, gdyż zabroniono im występów w poważnych salach koncertowych. Ten fakt spowodował rozpoczęcie drugiego etapu ich kariery, sceny kabaretowej. Brzydzili się tym, ale nie mieli wyjścia. Występowali w marnych salach i nie byli już atrakcją dnia, ale tylko jednym z wykonawców, stanowiących przerywnik dla żartownisiów opowiadających ludziom kawały przy piwie.

Korzenie The Move tkwiły w rock and rollu od początku do końca. Starali się nadążać za modą, docierając nawet do granic hard-rocka, ale taktyka, która na początku dawała im wszystko, potem wszystko im zabierała. Co się liczy, kiedy gwiazda blednie?

The Move dało światu muzycznemu dwie postacie. Obaj przeszli trud początków, dając się poznać jako obiecujący instrumentaliści i twórcy piosenek pop. Obaj także zaczęli mieć aspiracje, a to oznacza chęć podążania własną drogą. Wcześniej tego w grupie The Move zabrakło. O przyszłości The Move zdecydowali Jeff Lynne i Roy Wood. Obaj niedługo w bardzo istotny sposób zaznaczą swoją dojrzałość.

Czy skandalizowanie to metoda na sukces? Przygoda The Move daje jednoznaczną odpowiedź. Do czasu.


Recommended websites:

http://www.themoveonline.com/index.html

Thanks a bunch.