Zamias' intro
Blask klawiszy
Richard Cristopher Wakeman. Łatwo go rozpoznać. Ma długie, proste blond włosy.
Wakeman: "Mój profesor powiedział kiedyś, że jeśli chcę pokonać bariery, to najpierw muszę je dobrze poznać i wiedzieć, z czego są zbudowane. Dlatego na pewno jestem muzykiem progresywnym, który jednak wyrósł na klasycznym brzmieniu. Co do tego chyba nie ma wątpliwości. Nie jest tak, że wszystko, co robię, jest progresywne. Czasami na nowy ruch trzeba czekać kilka lat i zawsze istnieje ryzyko, że wielu ludzi nie zaakceptuje nowego wcielenia. Ta sprawa jest bardzo złożona. Tak jednak pokrótce brzmi moja definicja progresji." (wywiad Konrada Sikory, interia.pl).
Rick przejawiał silne skłonności do muzykowania od dziecka. W okresie 1957 - 1966 startował w ponad 100 konkursach muzyki klasycznej i festiwalach w Anglii, zdobywając ponad 70 pierwszych miejsc. Zaledwie kilka razy nie zmieścił się w pierwszej trójce. Rysowała się przed nim wspaniała kariera koncertującego pianisty. Rozpoczął muzyczne studia wyższe w Londynie, które... przerwał z zamiarem podjęcia pracy muzyka sesyjnego na niwie rockowej. Decyzja niezmiernie trudna i zaskakująca chociaż, jeśli poczytasz więcej o Ricku powinna wydać się zupełnie zrozumiała. Rick był zbyt barwną postacią, pełną emocji i kipiącą od własnych pomysłów. Odtwarzanie muzyki klasycznej z nut z pewnością nie leżało w jego charakterze. Podobne odczucia w czasie studiów miał inny wirtuoz instrumentów klawiszowych w rocku, Keith Emerson. Buntownicy, czy po prostu realiści...
Wczesne inspiracje Ricka to oczywiście muzyka klasyczna. Rozpoczynając wszakże przygodę rockową napotkał osobę, o której zawsze wyrażał się pozytywnie.
Wakeman: "Inspirował mnie David Bowie, wielki twórca. Klasa wyżej od wszystkich innych w każdym calu. Oczywiście Lennon i McCartney. To klasycy. Moim ulubionym poetą był David Cousins [Strawbs]."
Pod koniec lat 60-tych Rick Wakeman był tylko muzykiem sesyjnym. Tylko albo aż. Propozycji miał mnóstwo. Potrzebny był wszędzie. Postanowił związać się jednak na stałe z grupą The Strawbs, która zaimponowała mu bardzo brytyjskim brzmieniem folk i wspaniałymi tekstami Dave'a Cousinsa. Poznaje zasady pracy w zespole, lecz winduje muzykę przeciętnej zresztą grupy w kanały progresywne, co natychmiast zauważa świat rocka. Rick był już na tyle silny, że mógł grać z najlepszymi, więcej, mógł wybierać najlepszych z najlepszych. W sierpniu 1971 roku wszedł w skład jednej z legend rocka progresywnego, grupy Yes. Być może zabrzmi to zbyt ostentacyjnie, ale Rick odmienił wtedy zagubione oblicze tej grupy, nadał jej nowy charakter i pchnął muzycznie do przodu. Chyba nikt nie zrobił tyle dla Yes, co Rick. Czy macie takie wrażenie?
Oprócz wspaniałych albumów Yes, które zaczęły pojawiać się wtedy na rynku, Rick znajdował czas, aby rozpocząć niezwykle bogatą karierę solową. Pomysłów było wiele. Jednym z najlepszych było muzyczne obrazowanie epizodów historycznych. Powstały albumy opisujące muzycznie osobowości sześciu żon króla Anglii, Henryka VIII. Pomysł przebijał intelektualnie wszystko, co do tej pory wymyślono. Wrażliwa na historię Anglia zobaczyła jeszcze muzyczny obraz legend o królu Arturze i Rycerzach Okragłego Stołu. Jakże bogata lekcja i żal, że nikt nie wpadł na pomysł muzycznych obrazów z epoki dobrego króla Zygmunta. Kolejne pomysły to nader fantastyczna podróż do środka Ziemi oparta na literaturze Verne'ego (Journey To The Centre Of The Earth), podróż do wnętrza duszy współczesnego człowieka zaskoczonego reinkarnacją (No Eartly Connection), hołd wielkiej muzyce Ferenca Liszta i Ryszarda Wagnera (Lisztomania), rzut oka na aspekt kryminalny naszego życia (Criminal Record, ciekawe dlaczego bez tekstów, czyżby pojęcie przestępstwa okazywało się za bardzo elastyczne?). Za sprawą Ricka pojawiły się pojęcia dotąd nieznane w muzyce rockowej np. fabuła, narracja, rewia na lodzie itp.

Koniec lat 70-tych zwiastował ograniczenia intelektualne w muzyce rockowej. Pomysły, które absorbowały do tej pory, przestawały być interesujące. Rick, podobnie jak rock progresywny, przestały znajdować się w centrum zainteresowania. Powstało wtedy kilka jego albumów solowych, które nie przynoszą mu chwały, ale też nie odłożyły się dyshonorem na jego karierze. Takie czasy były.
Rick tak naprawdę nigdy nie pasował do zespołu Yes, ani pod względem muzycznym, ani towarzyskim. Życie brał lekko, nadużywał alkoholu i nie stronił o innych rozrywek. Życie bawiło go, czerpał je garściami. Podsumował swoje 30 lat następująco:
Wakeman: "Miałem trzy ataki serca, 2 małżeństwa i straciłem 10 milionów funtów, ale potem rzeczy zaczęły iść lepiej."
Rick grywał na wszystkim, co miało klawisze. Był czołową postacią progresywnej sceny brytyjskiej w latach 70-tych. Dziś jest wirtuozem tej grupy instrumentów. Położył wielkie zasługi w rozwoju muzyki elektronicznej. Zawsze łączył muzykę rockową z klasyczną podobnie, jak Keith Emerson. Przez wielu uważany za mistrza lekkiej, współczesnej muzyki orkiestrowej. Niezwykle wrażliwa postać. Świetny warsztat muzyczny. Nie miał sobie równych w muzycznych szrankach. Razem z Keithem Emersonem byli niedoścignionymi wzorami.
Uwielbia Normana Wisdoma, angielskiego klauna. Rick zawsze był rozrywkowy.
Recommended websites:
http://www.rwcc.com
http://www.connollyco.com/discography/rick_wakeman/
http://yesmuseum.org
http://www.wakeman.art.pl
Thanks a bunch.