Zamias' intro

7 czerwca 2004 roku zespół Yes wystąpił w Warszawie w ramach światowej trasy koncertowej 35th Anniversary Tour. Nie był to pierwszy ich występ w Polsce. 26 Sala Kongresowa w Warszawie, 27 marca 1998 roku zagrali w katowickim Spodku, a dwa dni póżniej w poznańskiej Arenie. Powtórzyli Spodek 26 października 2001. Zagrali w Sali Kongresowej 15 czerwca 2003. Razem 6 koncertów. Mało. W 2004 roku spędzili prawie pół roku świętując ze swoimi wyjątkowo wytrwałymi fanami 35 rok działalności. Zaprezentowali program, który nie tylko podsumowywał ich od strony artystycznej, ale również od strony technicznej. Pierwsze dwadzieścia minut szokowało niskim pasmem przenoszonych częstotliwości, przesterowaniem wzmocnienia gitary solowej i zduszonym, ledwo słyszalnym brzmieniem instrumentów klawiszowych. To typowe objawy problemów z dźwiękiem z przełomu lat 60-tych i 70-tych, które grupa zechciała przypomnieć kontrastując je z nowoczesną, cyfrową jakością dźwięku początków XXI wieku. Każdy mógł usłyszeć różnice techniczne, jakie zaszły w brzmieniu Yes. Każdy mógł posłuchać również jak bardzo muzycy poprawili swoje umiejętności artystyczne, z jaką swobodą wykonywali starsze i nowsze kompozycje.

Nie ma chyba w historii rocka zespołu, który osiągnąłby tak wiele sukcesów, zdobyłby tak wielu zwolenników i o którym napisanoby tak dużo dobrych recenzji. Na unikatowy wizerunek Yes wpłynęło co najmniej kilka czynników. Po pierwsze, niepodważalne talenty członków zespołu w zakresie tworzenia własnych kompozycji charakteryzujących się dużą pomysłowością i przyjemnymi harmoniami. Po drugie, ciągłe doskonalenie umiejętności technicznych w zakresie gry na instrumentach, rozszerzanie instrumentarium, dbanie o oprawę sceniczną koncertów. Po trzecie, poszukiwanie doskonałości w każdym calu ich działalności twórczej. Po czwarte, preferowanie w ich życiu prywatnym i artystycznym zdrowego trybu życia pozbawionego używek i środków odurzających. Po piąte, utrzymywanie ścisłego kontaktu z prasą i fanami. Po szóste, przekazywanie w śpiewanych tekstach treści optymistycznych, naładowanych pozytywnymi emocjami i wartościowym spojrzeniem na życie. Czynniki te powodowały przyjazne nastawienie społeczeństwa do muzyków, o które chodziło przede wszystkim samym muzykom. Nazwa zespołu, którą zaproponowali, miała być sygnałem dla odbiorców, że jeśli szukają pozytywnych emocji, to znajdą je tu na pewno. Jon Anderson uważa bowiem, że nie ma krótszego słowa o pozytywnym wydźwięku od słowa yes.

Skład instrumentalny zespołu odzwierciedlał panujące wtedy nowoczesne trendy, z więc 2-osobowa sekcja rytmiczna, gitara solowa, organy i śpiew. Yes dość szybko zgrali się i z powodzeniem występowali w klubach londyńskich. Odpalił ich koncert pożegnalny The Cream, który rozpoczynali 26 listopada 1968 roku. Otrzymali wtedy bardziej poważne propozycje i mogli nagrać swój pierwszy album. Płyta była pozytywnym zaskoczeniem i prezentowała lekkie, psychodeliczne brzmienie jakby przeciwstawiając się panującej modzie na chrapliwe, ciężkie riffy. Zespół przedstawił kompozycje rockowe (Beyond And Before, Looking Around, Harold Land, Every Little Thing, Survival) ze skłonnościami do przekraczania konwencji popowych piosenek i ucieczki w jazz-rock (I See You) oraz modne brzmienie organowe spopularyzowane przez The Nice (Harold Land). Dopełniały zwycięstwa ballady Yesterday And Today czy Sweetness. Najbardziej podobał się śpiew Jona Andersona, który z czasem zostanie określony jako anielski, oraz przyjemne harmonie głosowe członków zespołu. Jeśli chodzi o instrumentalistów najlepsze opinie zbierali basista Chris Squire oraz perkusista Bill Bruford. Wysoko oceniano jedną z dwóch kompozycji zapożyczonych, mianowicie świetny cover The Beatles pt. Every Little Thing.

Wyglądało, że grupa ma szeroko otwarte drzwi i rynek wchłonie ich produkty tak szybko, jak powstaną. Tak się jednak nie stało. Drugi album jeśli nie był cofnięciem, to z pewnością nie prognozował rozwoju artystycznego. Gdzie grupa zrobiła błąd? Nastąpiło wyraźne wydzielenie dwóch kierunków artystycznych wewnątrz zespołu: Tony Kaye i Peter Banks zainteresowani byli bardziej trudniejszą muzyką wzbogaconą improwizacjami, w przeciwieństwie do pary Anderson - Squire, optującymi za spokojniejszymi odmianami muzyki pop. Próba optymalizacji tych dążeń była właśnie wypadkową albumu Time And A Word. Brzmienie stało się bardziej cięższe co wynikało z aranżacji organowych. Z drugiej strony pojawiły się jednak wtyczki komercyjne w rodzaju motywów westernowych oraz aranżacje smyczkowe z reguły zabijające anielskość głosu Andersona. Trochę dobrego rocka (No Opportunity Necessary, Then, Sweet Dreams), kilka ballad (Everydays, Clear Days), nieco bardziej progresywne nagrania (Prophet, Astral Traveller). Anderson brzmi gorzej wokalnie, gdyż stara się utwardzić głos. Sekcja rytmiczna bez zarzutu. Zespół jednak zapomniał nieco o melodiach, które mają ogromne znaczenie dla odbiorców muzyki. Pojawiły się coraz trudniejsze teksty, które mają swoje źródło w ideach flower - power.

Trzecia płyta The Yes Album została nagrana z nowym gitarzystą Steve'm Howe'em. I to jest jego płyta, gdyż dzięki niemu Yes znajdują swój styl. Gitara przestaje grać riffy i wchodzi w wyjątkowo atrakcyjny kontrapunkt z gitarą basową. Podstawą albumu są trzy długie utwory rockowe Yours Is No Disgrace, Starship Trooper, Perpetual Change oraz bardziej przystępny i melodyjny I've Seen All Good People. Dwa przerywniki Clap i A Venture stanowią raczej tło dla nowego kierunku muzycznego.

Trzy pierwsze albumy zamykają pewien etap w działalności Yes, etap który charakteryzował się poszukiwaniem brzmienia i wizerunku oraz eliminacją błędów. Muzyka stała się trudna, ale melodyjność i coraz lepsza oprawa sceniczna występów czyniły ją atrakcyjną dla słuchaczy. Najczęściej krytykowanym elementem były teksty. To rzeczywiście osobny rozdział w twórczości zespołu. Krytycy muzyczni uknuli nawet niezbyt sympatyczne wyjaśnienie zagadki skomplikowanych semantycznie wierszy Andersona. Mianowicie miał on dobierać słowa do muzyki na chybił trafił, a o znaczeniu tekstów lepiej nie myśleć, gdyż go nie ma. Niezupełnie tak było, lecz fakt pozostaje faktem, że poezje Andersona są trudne w odbiorze. Na pierwszych trzech albumach królowały teksty o miłości, czasem bardzo wzniosłej (I See You, Yesterday And Today, Every Little Thing, Sweetness, Sweet Dreams) i ubieranej w szaty natury (Beyond And Before). Natura to zresztą drugi poważny temat. Zespół ostrzegał o stosunku człowieka do środowiska (Looking Around) podkreślając, że świat nie może istnieć bez zgodności natury i człowieka (Survival). Większość tekstów należała do Jona Andersona, który w pewnym momencie rozpoczął przelewanie idei kontestacyjnych z końca lat 60-tych na papier, a potem zaczął mieć własne wizje wzbogacane swoistymi symbolami, które może kiedyś wyjaśni. Refleksje tego rodzaju można znaleźć w utworach No Opportunity Necessary (tekst Richie'ego Havensa), Then, Prophet, Yours Is No Disgrace, Perpetual Change, Clear Days, Time And A Word. Zespół zauważył rownież zagrożenie wojną (Harold Land). Natomiast co bardziej wnikliwi krytycy muzyczni zauważyli, że teksty zespołu wyładowują pewien zasób wyobraźni i są na pograniczu fantazji, czasem nawet sci-fi (Astral Traveller).

Zanim wydano czwarty album, Fragile, zespół został zasilony przez Ricka Wakemana, czarodzieja klawiatury, jak go nazywano. Wakeman odmienił oblicze Yes i najbardziej wpłynął na rozwój artystyczny grupy. Wniósł przede wszystkim swoje muzyczne wykształcenie przekładające się na artystyczną swobodę dzięki jego wyjątkowo rozrywkowemu podejściu do życia. Współpraca grupy z Wakemanem zaowocowała wtedy trzema wybitnymi albumami z muzyką progresywną Fragile, Close To The Edge oraz Tales From Topographic Oceans. Album Fragile wznosił muzykę rockową bardzo wysoko. Zespół zadbał o czystą jakość brzmienia, wzbogacił instrumentarium (różne instrumenty klawiszowe, różne typy gitar, efekty dźwiękowe), bogato aranżował utwory oraz wzniósł na wyżyny harmonie wokalne. W efekcie cztery główne kompozycje rockowe: Roundabout, On The South Side Of The Sky, Long Distance Runaround, Heart Of The Sunrise, zabrzmiały wyjątkowo nowocześnie i oryginalnie. Wśród eksperymentów brzmieniowych zespół zamieścił utwory We Have Heaven, Five Percent For Nothing, Fish. Wakeman i Howe, dwaj głównie soliści grupy, zaprezentowali krótkie utwory wzorujące się bądź nawiązujące do klimatów muzyki klasycznej (Cans And Brahms, Mood For A Day). Wielki album basisty Chrisa Squire'a. Jon Anderson osiągnął kolejny, wysoki już etap w swojej wokalistyce wprowadzając jednocześnie wyższe stadium uduchowienia swoich tekstów. Liryki zawierały już trudno rozpoznawalne symbole, ale kontynuowały rozważania związku człowieka z naturą w aspekcie poznania świata. Nie brakło też obrazów natury powiązanych z miłością i inspiracji wydarzeniami społecznymi. Wyrazem rosnących ambicji artystycznych było także nawiązanie współpracy z artystą grafikiem Rogerem Deanem, który zaprojektował wiele baśniowych okładek do płyt zespołu. Fani odebrali też pierwszy sygnał demokratyzacji, czy też decentralizacji w sensie artystycznym. Oprócz kompozycji wspólnych każdy z muzyków dostał miejsce dla solowych pomysłów.

Kolejny album, Close To The Edge, stał się szczytowym osiągnięciem zespołu i rocka progresywnego w ogóle. Zespół podążał drogą progresywną, a tu standardem było już nie tylko nagrywanie kilkuminutowch, rozbudowanych utworów. Należało nagrać suitę, która wiąże wiele tematów muzycznych w jedną zgrabną całość. Suita Close To The Edge okazała się wielkim sukcesem artystycznym i postawiła grupę Yes w rzędzie najlepszych grup rockowych. Tematyka tekstów na płycie nie wykraczała poza dotychczas przyjęte kanony, a więc ostrzeganie ludzkości przed zgubnym stylem życia (Close To The Edge), zwracanie uwagi na zjednoczenie człowieka i natury przez powrót do życia naturalnego (Siberian Khatru). Nowością wydawał się być temat religijny i odwołanie do Biblii (And You And I).

Zapanowała moda na Yes, a dziennikarze nie nadążali informować o nowych młodych grupach, które rozpoczynały działalność od naśladownictwa stylu muzycznego grupy Yes. Życie wewątrz grupy nie układało się jednak anielsko. Trudno, aby żadna z pięciu osobowości muzycznych uznawanych już za wybitne w muzyce rockowej, nie próbowała narzucać swojej woli i stylu. Wakeman nie pasował stylem życia do zespołu i krytycy prasowi spodziewali się jego odejścia szczególnie dlatego, że otworzył on wielce ciekawą karierę solową i wydawał wspaniałe płyty firmując je swoim nazwiskiem. Nie Wakeman jednak pożegnał się z grupą, a perkusista Bill Bruford, co stało się niespodzianką, ale niespodzianką być nie mogło. Bruford odszedł do King Crimson mając nadzieję na znacznie większą wolność wypowiedzi artystycznej.

Kolejny album, Tales From Topographic Oceans, stał się największym dziełem w dyskografii Yes. Potraktowana z niezwykłą ambicją przygoda muzyczno - liryczna biła rozmachem na głowę osiągnięcia innych grup rocka progresywnego. Już nie wystarczała jedna suita. Ten album zawierał ich cztery, z których każda wypełniała jedną stronę dwupłytowego albumu. Muzyka jest bardzo różnorodna, od ckliwych popowych melodii po karkołomne solówki instrumentalne. Tempo jest ciągle różnicowane, gdyż zespół wprowadza wiele krótkich tematów o czasem diametralnie różnych aranżacjach wiążąc je po mistrzowsku. Dodatkowo brzmienie wzbogaca użycie różnych instrumentów klawiszowych i różnych gitar, wokalne popisy Jona Andersona i wybitna sekcja rytmiczna. Tales From Topographic Oceans to swoista epopeja przedstawiająca ludzi od zarania dziejów życia na Ziemi, pośród ich wierzeń i walki o przetrwanie, pośród historii ich dążenia do rozwoju cywilizacji, wreszcie pośród ich obyczajów, które sami wytworzyli na przestrzeni tysięcy lat. Całość sprawia wrażenie monumentalne i taka z pewnością jest.

Kolejny album, Relayer, został nagrany bez Ricka Wakemana, co nie było niespodzianką dla nikogo. Instrumenty klawiszowe przejął Patrick Moraz, wielbiciel Yes ze Szwajcarii. Nowy skład kontynuował brzmienie dwóch ostatnich albumów, choć rozmach został nieco ostudzony. Na tym albumie Yes zaprezentowali suitę Gates Of Delirium, wyjątkowe dzieło o wydźwięku antywojennym, ostrzegające ludzi przed skłonnościami do prowadzenia wojen i nawołujące do rozsądku. Muzyka Yes otrzymała jeszcze jeden środek wyrazu, mianowicie dramaturgię. Zespół jeszcze nie nagrał utworu, który tak przejmująco obrazowałby tekst. Poza suitą Gates Of Delirium grupa zaprezentowała rockowy Sound Chaser oraz bardziej przystępny, spokojniejszy w odbiorze To Be Over. W tekstach poruszyli tematykę własnej symboliki widzenia harmonii świata uzupełnionej harmonią dźwięków (Sound Chaser) oraz nieco refleksji na temat życia jednostki (To Be Over).

Yes byli u szczytu sławy i możliwości. Był rok 1975 i wtedy zrodził się nowy pomysł, który miał stać się wykładnią nie tylko rozwoju artstycznego grupy Yes, ale przede wszystkim poszczególnych jej członków. Pomysł ten polegał na tym, że każdy z członków Yes miał nagrać własny album własnych pomysłów i zaprosić do jego realizacji niekoniecznie pozostałych członków Yes. Fani szykowali się na jedyną w swoim rodzaju ucztę muzyczną. Zamiast kolejnej płyty miało być ich 5. Praktyka jak zwykle kpi z teorii i całe przedsięwzięcie udało się połowicznie, a nawet mniej. Jedynie albumy Jona Andersona i Steve'a Howe wystawały ponad przeciętną, choć to oczywiście kwestia gustu. Z perspektywy czasu należy ocenić ten manewr źle, chociaż przyświecały mu pozytywne względy artystyczne.

Kolejny album nagrywają ponownie z Rickiem Wakemanem, który wymienił niezadowolonego Patricka Moraza. Płycie Going For The One można zarzucić wszystko i nic. Pełno dobrej muzyki, dobrych tekstów, ale czegoś brakuje. Zespół przedstawił dwie kompozycje rockowe Going For The One, Parallels oraz dwie ballady Turn Of The Century, Wonderous Stories. Piątym utworem jest suita Awaken, która choć dramatycznie zagrana i zaśpiewana jest gorszym odbiciem swoich poprzedniczek. Suita miała przypomnieć źródło poznania, którym jest Bóg. Tekstem ostrzegającym ludzkość był tym razem Going For The One, a zespół wypominał pogoń za sukcesem w sporcie, która rodzi wiele niebezpieczeństw (i kłóci się z ideami flower - power). Koniecznie musiały się znaleźć teksty o miłości w aspekcie nieskończoności (Turn Of The Century, Wonderous Stories) oraz nieco optymizmu dla słuchacza (Parallels).

Na albumie Tormato zrezygnowano ze suit, które wyszły z mody i nudziły nowe pokolenie słuchaczy. Większość nagrań utrzymana jest w rockowych rytmach, przy czym zespół nie utrudnia zbytnio muzyki zachowując jednak dosyć ciekawe aranżacje instrumentalne. Wyraźny kryzys rocka progresywnego dał się we znaki nie tylko grupie Yes. Oprócz rocka można posłuchać oryginalnej ballady lirycznej Onward oraz krótkiego utworu wokalnego stylizowanego na muzyce dawnej pt. Madrigal. Warto zauważyć wykorzystanie polymooga. W tekstach znowu sporo fantazji (Future Times / Rejoice, Circus Of Heaven), wzniosłej miłości (Onward) i tematów społecznych (Don't Kill The Whale, Arriving UFO, Release Release). Najbardziej do przeszłości pasuje tekst utworu On The Silent Wings Of Freedom, gdzie Anderson kontynuuje swoje nieokiełznane rozważania na temat harmonii życia, harmonii dźwięków i poszukuje odpowiedzi na pytania zasadnicze. Niestety pogłębiający się kryzys wewnątrz grupy dał o sobie znać w końcówce 1979 roku dramatycznymi decyzjami Jona Andersona i Ricka Wakemana, którzy pożegnali resztę. Nie zanosiło się na reaktywację w sensownym składzie. Kto wyobrażał sobie Yes bez Andersona? Na pewno nikt.

Reaktywacja jednak nastąpiła dosyć szybko. Pozostała trójka Squire, Howe i White została uzupełniona dwoma muzykami tworzącymi zespół The Buggles. Byli to Trevor Horn i Geoff Downes. Podpowiedziana przez producentów mieszanka rocka progresywnego i syntezatorowego popu została odrzucona przez wielu krytyków i fanów. Pomimo jednak powszechnego przekonania, że to nie była muzyka Yes, album jest interesujący i warto go posłuchać. Przeważa rock, który reprezentują nagrania Mechine Messiah, Does It Really Happen, Into The Lens, Tempus Fugit ze szczególnym wskazaniem na dwa ostatnie. W kilku miejscach grupa sygnalizuje nowe podejście do popu syntezatorowego (np. w utworze Run Through The Light). Teksty są trudne jak zwykle. I chociaż brakuje pewnych synboli, które towarzyszyły nagraniom Yes od dekady, to jednak można tu znaleźć stere przyzwyczajenia do wskazywania zagrożeń społecznych (Machine Messiah, Into The Lens). Temat miłosny podjęto natomiast w utworze Run Through The Light oraz Tempus Fugit.

Yes rozwiązali się na początku 1981 roku, gdyż nowy skład nie znalazł zrozumienia u słuchaczy. Nie oznaczało to jednak końca tej grupy, która podjęła później działalność artystyczną i kontynuowała ją w nowym tysiącleciu. Podsumowując, należy wziąć pod uwagę pewien fenomen tego zespołu. Jeśli oceniać ich rozwój artystyczny od początku kariery, należy chyba zamknąć złoty okres latami 1971 - 1974, tj. od albumu Fragile do albumu Relayer. Ale fenomen Yes polegał na tym, że popularność grupy podsycali nowi fani, którzy niejako włączali się do gry wraz z kolejnymi albumami. I zawsze znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że Yes zaczęli się dopiero wraz z albumem Tormato, czy Drama, czy 90125. Ciekawe zjawisko.


Recommended websites:

http://www.yesworld.com/
http://www.jonanderson.com/
http://stevehowe.com/
http://chrissquire.com/
http://alanwhite.net/
http://nfte.org/
http://www.forgottenyesterdays.com/
http://yes.art.pl/
http://www.venco.com.pl/~piotrus/greenpages/yes/

Thanks a bunch.